Podcast – Dziennik Zmian

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego - Stypendium / Program 2020 - Kultura w Sieci

Projekt podcastowo-blogowy pt. „Pogodny obraz czasu zmian – Dziennik zmian (raczej pogodny stan)” realizowany jest w ramach programu stypendialnego Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego – Kultura w sieci

19 września 2020
Kiedy Witkacy napisał do mnie list - nie spodziewałam się nagrody. Ale gdy przychodzi list z zaświatów, to wszystkiego się można spodziewać. Mój podcast zdaje się mieć teraz tak jakby więcej sensu. Ciekawe, co o takim teatrze powiedziałby Witkacy? W każdym razie namawiam do słuchania kolejnych opowiastek, a tymczasem... Nagroda została przyznana za rzucenie pereł przed wieprze  oraz przywołanie obecności artysty, a  ufundowała ją Fundacja Polski Fundusz Rozwoju fot. z relacji fotograficznej organizatorów, z drugiego dnia 23. Międzynarodowego Konkursu Interpretacji Dziel S.I. Witkiewicza "Witkacy pod strzechy". https://open.spotify.com/episode/692lCMWjYNMe4LILeBdHwY
14 września 2020
To, co bywa hadkie rozumiemy tu wszyscy. Ludzie zresztą wszędzie trafiają hadkie.... od czasu do czasu. A hadkie mogą być też sytuacje. Hadki może być film, który naprawdę jest hadki (błahe treści; wrogie treści; niekoniecznie dobrze spędzony czas). Hadkiego na Podlasiu używamy często. Skuteczne jest. Elastyczne. I pasuje (niestety) do wielu elementów tego świata. PS. A na zdjęciu motanki. One nigdy, przenigdy nie bywają hadkie. Do nich to nie pasuje. https://open.spotify.com/episode/5XhHMEXPKXCTCQEZV5Gjlz?si=_mcTvAKvTSSJsux5z1jx1Q Hadkie gadki   Płynął znad kaw, wpływają w korytarze, strugają głupa przy zamkniętych drzwiach- wypełniają przestrzeń ludzi, osadzają niepotrzebne słowa w samym środku naszych głów. Ale to, co jest naprawdę hadkie – tak jkaby kłuje ciał od środka, przeszkadza Sygnalizuje - dysonans . Dysonans! . I wiadomo, że ktoś tu kręci. I akurat nie jestem to ja. Co do mnie mówisz, co do mnie mówisz… Co do ciebie mówie, co do ciebie mówie, co do ciebie mówi Co w ogóle mówię, co w ogóle mówię… Hadkie mogą być też sytuacje. Hadki jest film, który naprawdę jest hadki. Błahe treści. Wrogie treści. Niekoniecznie spępdzony czas Hadkiego na Podlasiu używana się często. Słowo zostało zaczerpnięte z języka ukraińskiego, albo białoruskiego, z szeroko pojętego lokalnego ruskiego. Żeby rozumieć, jak to się stało – zajrzyj do historii regionu. Ciekawa jest. To, co hadkie jednak rozumiemy tu wszyscy. Szczególnie teraz. Ludzie zresztą trafiają hadkie od czasu od czasu Jacek Kaczmarski w utworze "Z XVI-wiecznym portretem trumiennym rozmowa" śpiewał: "A my nie z własnej winy, aż się przyznawać hadko, nie znamy już łaciny i z polskim nam niełatwo" Czytając "Ogniem i mieczem" często trafialiśmy na zwrot: "słuchać hadko"; Longin Podbipięta była w zamyśle Rusinem zamieszkującym Wielkim Księstwie Litewskim Redliński Edward. "Konopielka". Hadka – była zapleśniała czapki. Rozglądam się i widzę, że to konkretne słowo może nigdy nie wyjść z użycia.  
7 września 2020
Dotychczas lodówka dostarczała mi (bardzo stabilnie) zupełnie przewidywalnego zestawu wrażeń. Aż pewnego dnia.... A u Ciebie jaką metaforę produkuje lodóweczka? https://open.spotify.com/episode/5kTANbkEbLlfYWnZmhi05X Mini bajka dla dorosłych  - Pansen i mara senna Czasami bardzo potrzebujemy bajek. Bez względu na to jak mocno jesteśmy dorośli. Dlatego przedstawiam Pansena. Dobrze jest wiedzieć, że istnieje taki pan. Pansen jest specjalistą od snów. Pojawia się tylko wtedy, gdy prosisz. Pojawia się tylko po to, aby wesprzeć dobre sny, podrasować marzenia senne, czasem pozarządzać snami na jawie. Zna też sposoby na najlepsze zasypianie. To jest bezcenne. Ale nie bez-senne. Pansen mieszka za górami za lasami, za miastami i za autostradami. Mieszka tak jakby sam,  ale fachowiec od snów nie rozumie pojęcia samotności. Pansen pracuje dla Nocy, a jeśli trzeba - przemyka pomiędzy linią czasu dziennego i czasu nocnego.      Jeśli teraz jest za twoim oknem ciemno i śnił ci się ostatni jakiś koniec świata – to nie przejmuj się. Jeśli zechcesz - Pansen sprawdzi, co lub kto - za tym stoi. I wywróci koniec świata na drugą stronę, a tam zawsze jest umiarkowany klimat, szumi spokojne morze,  wszelkie dźwięki i brzmienia przypominają delikatne dzwoneczki. Za słodko? Cóż… prawdziwa twarz mary sennej  - jest niepowtarzalnie piękna. Dobranoc.  
2 września 2020
To nie pora na "dobranoc", ale przyznajmy się: wszyscy śnimy. Także za dnia. Nazywamy do zamyśleniem, dialogiem wewnętrznym, marzycielstwem, zagapianiem się... no, wszystko jedno - śnimy! I nie zawsze są to naprawdę dobre sny. Jednakowoż.... przedstawiam Pansena, bo jeśli chodzi o marę nocną, to nie taka ona mara i nie taka ona znowu nocna. https://open.spotify.com/episode/5NDjhC7AMsdmkBfLVFMs4h   Oto Pansen wkracza na salony!!!!!! 😉 Powstały już dwie 10-minutowe (sic!!!) opowieści w ramach akcji: „LiterObrazki - Festiwal Książki Obraz-kowej dla Dzieci”. Trzecia, jak widać, wymknęła się spod kontroli, ale mam jeszcze noc na ogarnięcie nocnej mary :). Premiera uroczysta - w październiku. Mini bajka dla prawie dorosłych - Pansen i mara senna Czasami bardzo potrzebujemy bajek. Bez względu na to jak mocno jesteśmy dorośli. Dlatego przedstawiam Pansena. Dobrze jest wiedzieć, że istnieje taki pan. Pansen jest specjalistą od snów. Pojawia się tylko wtedy, gdy prosisz. Pojawia się tylko po to, aby wesprzeć dobre sny, podrasować marzenia senne, czasem pozarządzać snami na jawie. Zna też sposoby na najlepsze zasypianie. To jest bezcenne. Ale nie bez-senne. Pansen mieszka za górami za lasami, za miastami i za autostradami. Mieszka tak jakby sam, ale fachowiec od snów nie rozumie pojęcia samotności. Pansen pracuje dla Nocy, a jeśli trzeba - przemyka pomiędzy linią czasu dziennego i czasu nocnego. Jeśli teraz jest za twoim oknem ciemno i śnił ci się ostatni jakiś koniec świata – to nie przejmuj się. Jeśli zechcesz - Pansen sprawdzi, co lub kto - za tym stoi. I wywróci koniec świata na drugą stronę, a tam zawsze jest umiarkowany klimat, szumi spokojne morze,  wszelkie dźwięki i brzmienia przypominają delikatne dzwoneczki. Za słodko? Cóż… prawdziwa twarz mary sennej - jest niepowtarzalnie piękna. Dobranoc.
27 sierpnia 2020
Ministerstwo Zdrowia zdecydowało podzielić Polskę na trzy strefy: czerwone, żółte i zielone. Podziały w ogóle są dużo poważniejsze i więcej kolorów bierze w nich udział. Ale chwilowo biorę udział w innej burzy. Chmury wiszą nisko i mają kolor brudnej szmaty. Aż dziw, że leci z nich potem czyściutki deszcz. Aż dziw, że pioruny wciąż jarzą się czystym światłem i mają w nosie nasze obawy, pragnienia i piorunochrony. Jak chce to walnie i już. Nie panujemy nad pogodą. Średnio nam idzie z emocjami. I myślę: w jakiej strefie własnych emocji jestem dzisiaj? W jakiej strefie własnych emocji jesteś dzisiaj?  
24 sierpnia 2020
Łooooooj jak dobrzeeeee - to taka fraza, która nie zawsze ma miejsce na wybrzmienie 😉 W bloku, na balkonie - no, nie zabrzmi, choćby nie wiem co. Choćby i w bloku na balkonie dobrze było - to nie zabrzmi. Na ganku u szeptuchy - zabrzmi. Choćby nie wiem co 😉 Siedzimy z Szeptuchą na ganku. Uprawiamy medycynę ludową, herbata z miodem i ciastka. Może Nie uleczą, ale zawsze są OK. Uprawiamy medycynę ludową – szepczemy , co tam, gdzie tam i dlaczego. Jest środek upalnego lata, słońce ma się ku zachodowi i w tej złotej godzinie obie wyglądamy ładnie. Rysy złagodzone miękkim światłem, uśmiechy rzeźbione przedwieczorną porą, lata co za nami świecą przykładem i doświadczeniem. Żyć nie umierać. Poza tym ta Szeptucha umie też leczyć śmiechem, wyliczamy więc różne opcje ludowej rozrywki, i w akcie nawiedzenie absurdem podejrzewamy, że mogłaby dostać propozycję tańca na rurze. – tylko pokażcie mi tę różę – mówi Szeptucha i lądujemy ze śmiechu pod stołem. Ej wesoło jest na ganku. Swoją drogą Szeptucha , tradycyjnie też ceremonię „spalania róży” może zrobić. Bardzo skuteczną. Siedzimy z Szeptuchą na ganku i kiedy kończą nam się ciastka, zaczynamy rozmowę o sprawach nieziemskich, nagle pojawia się wiatr, który sprawia, że komary tracą trajektorię lotu i nie gryzą nas już po kostkach. Wiatr szeleści liśćmi jabłoni i też szepcze. Udatnie. Oj, noc za naszymi plecami rozpościera prześcieradło, na którym każda z nas wyświetli sobie własne sny. A kolorowe będą. I na temat. Dobrze, naprawdę dobrze jest posiedzieć z Szeptuchą na ganku. https://www.youtube.com/watch?v=DFELUDAKlwE  
19 sierpnia 2020
Odkryłam, że jestem starą poduchą :). Przeanalizowałam obieg powietrza i doszłam do wniosku, że natychmiast trzeba się odkurzyć i przewietrzyć. Spróbowałam pojąć ten proces w pełni, ale proces najpierw pojął mnie. Cóż, też się napowietrz. A poczujesz jak to jeeeeeeeest https://open.spotify.com/episode/4bpZIuQdnsZN7XwR4vJWou Cóż, też się napowietrz Wietrzenie głowy powinno być taką samą oczywistością, jak wietrzenie pościeli, poduch, kocy. Po prostu - przez parę godzin, kilka dni, tygodni – moglibyśmy się oddawać  procesowi przewietrzania. Wietrzę się, przewietrzam się, przewieszam  -  lekko zgięta w pół, żeby wiatr dotarł wszędzie. I oto nie ma już tej przebrzmiałej wersji mnie.   Głowę wystawiam na działanie przestrzeni, cudownie harmonijne krajobrazy stemplują moją pamięć. Przewietrzam się czymś, co czyści każdą komórkę i odkurza ścieżki neurologiczne. Trakty komunikacyjne zaczynają wyglądać pięknie i nowocześnie. Po przewietrzeniu z łatwością buduję aktualną wersję mnie.  Nastąpiło  wyczesanie, wyczekanie, długi sen i wielkie przebudzenie. Więc głaszczę czule wszystkie poduszki z dna szafy :).  Biorę wdech. Wydycham niebieskie niebo. Jestem gotowa.
17 sierpnia 2020
Do… do… do… donosy To były wybory burmistrza, czy do rady jakieś, może też inne, nie pamiętam. Ale właśnie wtedy, pod moimi nogami, na ulicy (i zatknięta  za ploty, bramy, furtki)  pojawiły się ULOTKO -DONOSY informujące , że  jeden z kandydatów to mieszkał za granicą (gdyby to była kobieta - to wiadomo, latawica, ale że kandydat był panem - wątek rozwinięto) Otóż – zamiast siać i orać, jak w miejscowości tej przyjęto za słuszne i obrazujące życia trudy – on biznes miał! Jakiś…. Bo nie doniesiono jaki, ale oskarżenie podkreślono wykrzyknikiem. I – tutaj ogrom zaniepokojenia donoszącego był oczywisty – biznes kandydata bowiem splajtował! Pokiwałam głową, bo wiem, że żadna plajta fajna nie jest, ani finansowa, ani moralna. Ale był ciąg dalszy owego  donosu, ostrzegający, przestrzegający oraz gromy rzucający. https://open.spotify.com/episode/76Gg39s98G7oKjTXWyyPIT Czytano te donosy z wypiekami na twarzach, u jednych -spowodowanych gniewem u innych, mieszanką ekscytacji i satysfakcji. Ponieważ nie można było wystarać się o ukaranie za zagraniczną plajtę – ta pasja donosicielska znalazła ujście w indywidualnym rozpowszechnianiu tej wieści. A rozpowszechniano nad ranem. Gdy nie śpią tylko chorzy na bezsenność. A rzeczywiście nie spali. I widzieli. Koloryt lokalny. Moja miejscowość w ogóle słynie z donosów, w PRL-u były bardziej kwieciste, a donos na mnie to już wyglądał jak twitt, albo sms. Był też donos -zdjęcie posłanego do wszystkich świętych w celach rozpoznawczo wywiadowczych.  Teraz donoszenie jest takie łatwe, proste, a być może także - przyjemne. Nie wiem. Podejrzewam, że donosiciel  to ktoś o określonych cechach i psycholog – profiler nie miałby kłopotu z dookreśleniem tego kogoś Ale dziś nie mam instynktu tropiciela. I nawet się trochę martwię, że sztuka pisania donosów zmienia się w doprawdy donosicielstwo przypomina to tablicę facebookową. Każdy może. O każdej porze. Kraina czystych sumień ma się dobrze, a ustawianie bliźnich w szeregu służy porządkowi i estetyce przypominającej koszary. Moje kochane donosy, niech Wielki Manitou ma was w swojej opiece, bo nie ma na świecie koszar, w których nie rośnie zielona trawa, nie pojawiają się kwiaty, nie wpadają motyle z wizytą i nie gra się karty. Esencją świata nie jest faza lękowa jakiegokolwiek donosiciela, a faza wzrostowa matki natury. Tego nikt nie przeskoczy. Temu nikt nie przeszkodzi. A w każdym razie - nie na długo.
15 sierpnia 2020
  https://www.facebook.com/Milka.Malzahn/posts/3316594168428280?comment_id=3316637685090595&notif_id=1597479888911395&notif_t=feed_comment Za ten jego społeczny - artystyczny bunt uwielbiam go od czasów licealnych. Mam też taki epizod z owego okresu: podawałam drinki (głównie jednak myłam szklanki) w barze Teatru Witkacego w Zakopanem. Latem 1989 roku :). A teraz mogłam to moje gorące uczucie wyrazić w dźwięku! I ten dźwięk dostał się do konkursu. Wielce fachowego! Poproszę o trzymanie kciuków we wrześniu !!!!!!! Dziękuję. *** W jego tekstach jest ten rodzaj niepokoju, katastrofizmu, który w okresie 'pandemizmu' wisi nam nad głowami. Zmiany są nieuniknione, ale nie każda głowa pojmuje to w całej nieukniknioności. Jeszcze nam się wydaje, że "będzie jak kiedyś", jeszcze myślimy  starymi kategoriami i chodzimy utartymi ścieżkami. Witkacy szczerze nienawidził ścieżek utartych i go za to bardzo podziwiam.  Poza tym był typem mężczyzny, którego jednak spotkać bym nie chciała :). No, chyba, że w teatrze. https://open.spotify.com/episode/692lCMWjYNMe4LILeBdHwY
10 sierpnia 2020
I wszystko wydaje się takie jak zawsze: trawa jest zielona, woda chłodna i (w miarę) krystaliczna, turyści spacerują spokojnie... Świat wciąż jeszcze próbuje zmieścić się w starych ramach. A my udajemy, że nie widzimy tego upychania niepasujących klocków, barw, nut, ziarenek i plew, faktów. Aż nagle... moja własna pięta okazuje się czarodziejską różdżką! https://anchor.fm/milkamalzahn Inne czary opowiadam w "Dzienniku Zmian". I nie są to opowieści  utkane z mchu i paproci, szyte nićmi babiego lata. Opierają się na słowach, widokach, wzorach zauważonych, usłyszanych, przynależnych do tej rzeczywistości. [video width="960" height="540" mp4="https://www.milkamalzahn.pl/wp-content/uploads/2020/08/20200806_124428.mp4"][/video]
9 sierpnia 2020
Mimo wielkich wysiłków - nie jest mi sielsko. Pomimo starań i malowania oczu - widzę, co widzę. A to nie jest gładziutka perspektywa. Więc pytam: co prowokuje nasze odchylenia? I nie odpowiadam wprost, bo... Miało być tak spokojnie. Lato, zachody słońca, świerszcze, poranna rosa, ale przeszły suche burze, tropikalne temperatury skomplikowały oddychanie. W tej stolicy – zamieszki, w tamtej huragan, ogień, buuum! Deszcze nienawiści, niechęci, bezradności, zwyczajowych klątw są o krok od... https://open.spotify.com/episode/6qytWdS5MOany2bSirgVuu   Nie jest spokojnie - w żadnym powiecie w żadnym mieście, tak naprawdę, naprawdę wszędzie pod tą pierwszą warstwą kipi kilka innych warstw Nie jest spokojne w żadnym kraju. I żadnym człowieku. Kotłuje się w nas, zbiera, wylewa i zapieka. Burzy się w nas, wyładowuje, rozładowuje i wycisza.  Jesteśmy jak wahadła Co prowokuje nasze odchylenia Emocjonalna grawitacja, niedokładne dane, wicher zmian, fałszywa nuta? Wszystko na raz. I dla każdego inaczej. I idę przez miasto nie jak spacerowiczka, lecz jak zdobywczyni nie-wiadomo-czego. Idę, pewnym krokiem, zdecydowania, tylko - nie wiem  dokąd idę Tam, gdzie chcę dotrzeć - jest dobrze. Chodź, chodź ze mną Tam jest  spokojnie. Lato, zachody słońca, świerszcze, poranna rosa… [gallery size="full" ids="4053,4055,4054"]
4 sierpnia 2020
Listy z zaświatów mnie nie dziwią, o już nie... Nawet gdy podpisano per: #Witkacy Ale kiedy rozlega się pukanie, a potem pojawia się Ida Volpone, ksiądz Bymbylak (jakoś nią bardzo zauroczony) – milkliwy Chlodwig de Ściervo i nieco gruby emisariusz karbonarów, który pochyla się nagle nade mną i szepcze... (a co mi powiedział emisatiusz - w linku usłyszysz, rzecz jasna) W każdym razie - skandaliczna ekscytacja! https://open.spotify.com/episode/692lCMWjYNMe4LILeBdHwY List od Witkacego ... co z tego, co z tego????? Jak to co -  drama gotowa, metafizyka leci we wszystkie strony jak ptak spłoszony 😉     Koperta wygląda tak bardzo retro, że najpierw ją wącham. Odruch taki.  Wyczuwam strych. Zapach myszy i delikatny powiew papierosowego dymu. Albo płonącego świata. Nie jestem pewna. I zdaję sobie sprawę z tego, że mam w ręku albo bardzo starą rzecz, albo artefakt z innej linii czasowej. Obie wersje są w porządku. „Droga Pani bądź błogosławiona jedyna w swoim rodzaju, niech Melchizedek przekłuje pępek temu, kto dla ciebie niemiły. We mnie nie ma już żadnej nuty fałszywej. Przysięgam, wszystko szczere. Spieszę Ci przypomnieć, co pisałem, zanim mnie szlag trafił:  że „Żyjemy w epoce straszliwej, jakiej nie znała dotąd historia ludzkości, a tak zamaskowanej pewnymi ideami, że człowiek dzisiejszy nie zna siebie, w kłamstwie się rodzi, żyje i umiera i nie zna głębi swojego upadku. Ja już, oczywiście nie żyję kompletnie, ale ty wręcz przeciwnie. (ciąg dalszy w dźwięku) Od autorki: Korzystałam w tekstu "Nowe formy w malarstwie", zapożyczyłam też frazy z listów Stanisława Ignacego Witkiewicza do Leona Reynela, kupca i przyjaciela rodziny. .... „Zrealizowano w ramach programu stypendialnego Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego – Kultura w sieci”.
3 sierpnia 2020
Tęsknota za plażą, jest pochodną potrzeby ciszy (lub dźwiękowego pasma białego szumu), jest pochodną poczucia naszej ludzkiej jaszczurkowatości, gdy rozgrzana skóra sprawia, że luzują mięśnie i odpuszcza głowa; jest sygnałem mówiącym o konieczności posiedzenie sobie w przestrzeni, w której woda i piasek grają pierwsze skrzypce (+ wakacyjny przebój); jest tęsknotą za takim wysiłkiem fizycznym, który objawia się poprzez kontrolowany bezruch. Plażo, znajdź mnie, bo ja Cię właśnie bardzo szukam! https://open.spotify.com/episode/181nrtUo9lISXmHtu2CUlO PS. Tajemne działanie (każdej) plaży potrafi rozjaśnić nawet przestrzeń pod czaszką; słońce wpada przez oczy, słońce wsiąka przez skórę i po godzinie jesteśmy w słonecznym kosmosie (ale tak rzadko wiemy, co z tym kosmosem zrobić). #plaża, #tęsknota, #podcast
26 lipca 2020
I teraz jakoś silnej czuję ten wiatr, który pomaga wzlatującym, w oczy nie wieje, a delikatnie opukuje plecy. Gdybym była postacią z rysunku, to pękłabym wzdłuż kręgosłupa i bym wysunęła skrzydła: silne, piękne, lśniące w słońcu. Otrzepałabym się, machnęłabym nimi kilka razy. Tylko dla efektu, dla poczucia, że są. Nie odleciałabym daleko. Ot, spojrzenie z góry na drogę, na plac, na dom, na pole - gdzie w tym roku zakwitną chabry, takie pole jest czyste – a to już wystarczy. Zmieniam perspektywę – cały świat to rozumie. Podniebne ścieżki rozwijają się same, kierunkowskazy z chmur prezentują mi tysiące możliwości, i nagle ziemskie drogi zaczynają snuć się w innym tempie, inną frazą rozchodzą się w inne strony. https://open.spotify.com/episode/5iWxoHMA64OXS6Ul645T3T Mogę schować skrzydła. Ale nie muszę. Mogę ruszyć w drogę, ale to nie jest konieczne, żeby silniej poczuć ten wiatr, który pomaga wzlatującym. #wiatr
23 lipca 2020
Przy pierwszym powiewie niepokoju – moja noga wybija rytm o wiele szybszy niż rytm serca. Wygląda to na nerwowy tik, ale wcale nim nie jest. Jest informacją o niepokoju Przy drugim powiewie niepokoju – trzeba więcej kawy, a wieczorem małe piwo. Symbolicznie. I tak tylko dla smaku. [gallery size="full" ids="3996,3997"] Przy trzecim powiewie niepokoju – robi się gorąco… pomaga długie leżenie w wannie, serial, rozmowa z nikim o niczym, podsłuchiwanie sąsiadów, mruczenie kota. Przy czwartym powiewie niepokoju – radio nie milknie, portale nadają jeden komunikat, telewizor mówi o tym, że na pewno umrę – nic nie pomaga, drżą obie nogi, tik nerwowy dotyczy kącika ust. Wyglądam, jakby  uśmiech nie schodził mi z twarzy i dlatego uparcie wciąż noszę maseczkę. Przy piątym powiewie niepokoju – świat się kończy. https://open.spotify.com/episode/6fd4PUulL25XFvPRQXOT5Q Ale i tak budzę się rano i zaczynam codzienną pracę. Smażę dwa jajka i boję się zmutowanego pomidora. Jest jak było, ale jest tak, jak nigdy więcej nie będzie. A znajomi pukają do drzwi, żeby mi udowodnić, że świat się skończył, lecz wciąż jesteśmy. I rzeczywiście. Większość z nas wciąż tu jest. Więc siadamy przy stole. Parzę kawy. Podaję ostatnie zakitrane ciasteczka. Moja noga wybija rytm o wiele szybszy niż rytm serca; zaczynamy śpiewać, najpierw cicho, a potem coraz głośniej. Zaczynamy tańczyć, najpierw nieśmiało, w miejscu. A potem robimy wesoły pociąg i suniemy z pokoju do kuchni, kręcąc piruety w przedpokoju. Nie ma powiewów niczego, na co nie mielibyśmy chęci. To tyle.
22 lipca 2020
Proste sprawy stają się metaforą. U mnie - to jakaś norma. Moje rzeczy potrzebują cudzej ręki. Czyli: poszukuję kogoś, kto by mi od czasu do czasu estetycznie ogarniał bałagan i wyciągał mnie z tumanów kurzu, strzegąc porządku na raczej podstawowym poziomie. I znienacka ogłoszenie okazało się takim otwierającym serce, meandrycznym apelem (z wizją jakiejś dżumy w finale) ech.... https://open.spotify.com/episode/6Dpbw0gVHr79D0mxvvMus4 Potrzebują ręki, która spokojnie oceni ich przydatność i jeśli ocena nie wypadnie dobrze – przeniesie je na śmietnik. Jak imbryczek Andersena! Ja nie mogę. Nie dam rady. Serce mi pęknie. Moje rzeczy potrzebują cudzej ręki Potrzebują cudzej, żeby je bez emocji odkurzyła, umyła, przestawiła na dobre miejsce, chociaż  takie, z którego będą miały gorszy widok na pokój.  Moje rzeczy potrzebują cudzej ręki, żeby je dyscyplinowała. Teraz rozłażą się jak szalone.  Nigdy nich nie ma tam, gdzie powinny być. Potrzebują ręki, która spokojnie oceni ich przydatność i jeśli ocena nie wypadnie dobrze – przeniesie je na śmietnik. Jak imbryczek Andersena! Ja nie mogę. Nie dam rady. Serce mi pęknie. Czy ktoś zna jakąś pomocną rękę, odnóże obce, które pomogłoby ogarnąć nieduże mieszkanie? I obca ręka będzie bardzo potrzebna, szczególnie jeśli druga fala okaże się w miarę powszechną prawdą…
17 lipca 2020
I nagle to do mnie dotarło i niemalże zwaliło z nóg. Dotarło do mnie, co sobie zrobiliśmy, jaki koncept rozgościł się w naszych głowach i psuje nam dobre dni 😉 W zasadzie - co ja sobie zrobiłam i czemu odmierzam nie tylko czas, ale i sama siebie? Przecież nie jestem programem matematycznym, tworem zero-jedynkowym, a tymczasem... https://open.spotify.com/episode/1Dt7PrnQi1rVp59lQYIULg Zauważenie tego w swoim ciele jest sygnałem wyboru – cieszę się, że..  albo wkurzam się, bo…., dobrze, że rośnie i niedobrze, że rośnie. Małe jest piękne. Duże jest piękne. Ciało jest brzydkie. Ciało w nieustannej obserwacji… Ja jestem mierzalna, jesteśmy mierzalni. Za miarę uważamy…  centymetr! Oto nasz ludzki wymiar w centymetrach Co za spłaszczenie. Co za nieporozumienie. Nie do wiary do czego doszliśmy w ciągu ostatnich stuleci. Widzę to wyraźnie, i dotyczy do pewnych odczuć. Dość intymnych w sumie. Istnieją bowiem pewna fakty, choć nie badano tego oficjalnie. Nie jest to może wiekopomna obserwacje, ale… (fanfary) istnieje  pewna zależność dotycząca ludzkiego ciała (szczególnie kobiet to dotyczy, chociaż nie jest to reguła) : otóż kiedy rośnie podbródek, to rośnie i biust. równolegle. najczęściej w podobnym tempie.  to przykład sytuacji słodkiej i gorzkiej jednocześnie.   Jednej z  wielu takich sytuacji.
16 lipca 2020
Pierwsza taka akcja. Pierwsze takie gadanie. Pierwszy takie warsztat, w dodatku - online! Te nagrania szalenie mnie stresują. To miniwykłady maxifilozofujące. Generalnie płynę z nurtem wielu wątków, jak radosna, ale jednak lekko szalona pływaczka. Przy czym - nie tonę, chociaż wczoraj byłam przekonana, że wybrałam za trudną rzekę i utknę w szuwarach na resztę życia. Taaaaak, to będzie najdziwniejszy kurs o książce przyszłości, jaki kiedykolwiek powstał. Dziś - pełna ekscytacja. A efekty jesienią. PS. A podcastowego kanału używam jako przykładu, rzecz jasna (literatury bezgranicznie a-formalnej) [gallery columns="4" link="file" size="full" ids="3932,3930,3927,3926"] *** Przyjęło się, że kiedy zabieramy się za temat książek i czytelnictwa, to wypada pobiadolić. I jeszcze oczyma wyobraźnie zobaczyć w przyszłości smutny los tych dużych już dzieci, które książki widywały tylko w szkole, bo w zasadzie o wszystkim ważnym dowiedziały się z netu. I jeju, jeju, świat zszedł na psy. Tymczasem psy nie mają z tym nic wspólnego. A w dodatku świat się nie wali, tylko wraca do źródeł. I o tym będą te mikro-wykłady.    
14 lipca 2020
W każdym mieście jest chyba taki (dziwny chwilami) kątek, prawda? I nawet się cieszę, że w samym centrum nadbudowano taki raj, ze stawem. Raj, którego ramy (równe chodniki i krótka ścieżka rowerowa) zapraszają mnie jak otwarte ramiona, którego serce bije… zaraz, gdzie jest serce tego raju...? *** https://open.spotify.com/episode/4LFqE5MVy0h4UPl7uCtT3D *** A tu: najprawdziwsza plaża. Zanzibarska. Wspomnienie głaszczące wrażliwe zakątki pamięci, budzące tęsknoty wakacyjne...
8 lipca 2020
Schrupię cię, mój świecie...? Chrupanie jest  dziwne, bo kiedy pan do pani mówi: zaraz Cię schrupię, kotku – to w zasadzie oboje się cieszą. Ale kiedy duży biznesmen mówi do właściciela małej budki z eko-burgerem – ja cię schrupię chłopie na śniadadanie  - to ten drugi może powoli zwijać interes. Jestem zwyczajnym chrupaczem (ani dużym, ani małym), ale odkąd zdałam sobie z tego sprawę, zarządzam chrupaniem nieco uważniej.   http://open.spotify.com/episode/77WJiGbXptgkJCwJOmQZbM Próbuję zrozumieć całą tę sieć wydarzeń, ale rozumowanie przyczynowo -skutkowe nie do końca się sprawdza O, zaciskam zęby. Znowu. Tak, bo ja jestem chrupaczem. Połowa ludzkości to chrupaczy. Tak podejrzewam, bo popularność prażonych orzeszków, frytek, paluszków z solą, chipsów, smażonych insektów - przemawia za większą pulą chrupaczy. Chociaż... miłośnicy lodów, budyniu, amatorzy miękkości pączka - to też jest  potężna grupa. Tak czy siak – to my, chrupacze należymy do tych, którzy biorą emocje na ząb. Dosłownie. Zgryzamy  problemy. Podczas chrupnięcia mózg przyjmuje mikrodrgania i bóg raczy wiedzieć, co z  tymi drganiami robi? Może to moment transowy, chwila odpoczynku od ciężaru bycia w trójwymiarze? Może to nasza, spersonalizowana muzyka?   .   Widzę już, że wkurzenie przerzucam na szczękę. Dlatego, dbam o szczękę. (dbaj o szczękę) I wzruszam ramionami, kiedy reklamy produktów chrupiących mówią mi o radości chrupania, bo to nie radość, to rodzaj konieczności,  kompulsywnego załatwiania sobie chwili ulginiewstydliwa słabość,  społecznie akceptowalna namiętność Więc rozgryzam cię mój świecie, ale rozgryzę dopiero wtedy gdy porządnie rozgryzę i siebie.  
25 czerwca 2020
A tego to pies słucha ;). Bardzo uważnie.   Szybko natknęłam się na panią wyprowadzającą wyjątkowo kudłatego i brudnego psa, uprzejmie zapytałam o drogę do centrum, po czym dowiedziałam się, że jestem na końcu świata, ale że wybrnę z kłopotu, idąc wzdłuż torów tramwajowych.- Tramwaje tędy nie jeżdżą? – zapytałam rozczarowana.- Od roku remont – odparła. – Ale trafi pani na stację metra. Za jakieś pół godziny.- Dziękuję – uśmiechnęłam się i ruszyłam szlakiem tramwajowym, oglądając miasto z perspektywy szyn. Toczyłam się bezszelestnie, bez pasażerów i nie zatrzymując się na przystankach. Chciałam być tramwajem. I żeby ktoś mnie naprawił.
22 czerwca 2020
TAK! Złodzieje kocyków. Tak, tę historię (ale bez mew w tle), kiedyś, przy winie opowiedziała mi koleżanka. Trochę to "zobaczyłam" inaczej, trochę się zadumałam, trochę zwiesiłam głos, oko, powisiałam chwilę na tym fabularnym haczyku. Jak to przy winie. I zostawiłam historyjkę na boku. Ale tytuł (TEN TYTUŁ) nie dawał mi spokoju. I opowiadam ją tutaj wam także z jego powodu 😉 No i jestem ciekawa: czym jest twój kocyk?   Tutaj możesz się spotkać ze słodkim przeznaczeniem. Wciąż są (jakieś) kocyki. Oraz przeciekawi ludzie tu wpadają. Można się posłodzić i pogapić.Tortova by Aga 😉 https://open.spotify.com/show/0SOAE0bo2wtptIiRAu8KiC ZŁODZIEJE KOCYKÓW Było lato. A przedpołudnia - bardziej senne niż zwykle, lecz tutejsi bezdomni budzili się wcześnie. Najpierw długo wysiadywali na osiedlowej ławce, on i ona, niezainteresowani niczym. To , oczywiście pozory. Nie planowali wprawdzie dalekiej przyszłości, ale co kilka dni ulegali pewnej pokusie. Ta pokusa stawiała wychudzoną kobietę na czatach, tuż przy małej cukierni z trzema stolikami przy ulicy, z sześcioma krzesełkami, na których wisiały lekkie, kolorowe kocyki. Te kocyki właśnie chwytał jej umęczony życiem towarzysz, udający zrelaksowanego spacerowicza, spuchniętego, w brudnych ubraniach, z kołtunem siwych włosów, ale na naturalnym luzie. Potem trzymał je mocno i starał się iść tak szybko, jak szybko pozwał na to jego aktualny stan. Zazwyczaj nie za szybko. Ale były dni, gdy nawet podbiegał, chociaż to mogło zwracać uwagę. Najczęściej za nim wybiegała właścicielka cukierni, krzycząc – rzuć to natychmiast! I on zawsze rzucał. A ona, obserwując wszystko zza rogu, krzyczała do niej – Ej, nie mu pani dopieprzy! Co ciekawe – żaden przechodzień nigdy nie zareagował. Jakby porwanie kocyka miało jakieś niejasne przyzwolenie, malowniczego czynu o niskiej szkodliwości. Bardzo nieładnie, jednak aha, i jeszcze to.... https://soundcloud.com/mi-ka-em/tortova-by-aga-zaproszenie-do-kawiarni
11 czerwca 2020
Jest w tym coś niepokojącego....To uparte wpatrywanie się w jeden punkt, jakby właśnie tam leciał najlepszy serial świata (kryminalny, rzecz jasna), to nieporuszanie i brak zmarszczek w kącikach oczu (od uśmiechu); niby ma być podobne do człowieka - a jednak ładne jak ta lala. Nigdy nie byłam fanką lalek, choć znam artystki, które robią tzw. lalki personalizowane i są to istne działa sztuki pełne najprawdziwszej czułości. Lalki spod okna - to przedstawicielki zupełnie innej historii (i innych sentymentów), ale przypomniały mi, że w sumie nie lubiłam być dzieckiem, choć wciąż lubię być dzieckiem mojej Mamy ;). Ludzie to są paradoksalni. Z natury. https://open.spotify.com/episode/6egKSRCOGZBnc0sU7dUnxd https://www.instagram.com/p/CBOf_0Hj27s/?utm_source=ig_web_copy_link
4 czerwca 2020
Porzucony na mieście sweter (widać, że wiele przeżył), zgubiona maseczka, żubr przy sklepie, niemo wołający o wolność z głębi swojego plastiku - to początki historii, opowieści, fabuły za które nie mam czasu się zabrać. Choć kuszą. Ale , że "Dziennik zmian" się rozrasta, więc kolekcjonuję te początki czule. A te wydają mi się bardzo dramatyczne. I dlatego raczej jobów nie sadzę, w chwilach życiowego niedoczasu.... kolekcjonuję pomysły, by potem opowiadać tak: https://open.spotify.com/episode/5vkOuEE9IkOJCqTpr2H9Nq https://www.facebook.com/opowiadanie/posts/2904899539563253
28 maja 2020
impresja popandemiczna... Pan fryzjer zaczyna taniec z nożyczkami i przy akompaniamencie cięć i czesań śpiewa cicho: będzie dobrze, będzie dobrze.  Zanim przejdzie do -   Jest dobrze jest dobrze W radiu - zapowiedzą brak radia. Na pogodnym dotąd niebie – ktoś złoży deszczowy podpis z chmur. Z szafki spadnie płyn odkażający. Wszyscy będą się bali, że przyjdzie kontrola i nas zje A pan fryzjer tańczy nad moją głową, w której myśli migają z siłą stroboskopu. potem Po porządni ułożonymi włosami, które  czasie pandemii rosły jak szalone, jak płaszcz ochronny, jak bariera antywirusowa – nie będzie widać tego całego bałaganu. Jest dobrze, jest dobrze. Jest dobrze, jest dobrze. Jest dobrze jest dobrze https://open.spotify.com/episode/0sW1vkxsifuxW5Yutounis
10 maja 2020
http://podkasty.info/?fbclid=IwAR3jY_4c7ReXY6lEyEFQofQr5wweJSJY2QYKonRozAaoHakA3MS0VoZE17Q Po paru minutach tegoż ważnego dźwięku zostałam odnotowana i wreszcie dowiedziałam się, co ja robię w tych podcastach! Otóż robię coś, czego akurat u nas jeszcze nie było. Rodzaj sztuki robię. Huuura. Przesiegam, że długo nad tym nie myślałam 😉 Ale teraz to pomyślę na poważnie 😉   https://www.spreaker.com/user/malzahn/maj-miasto?tab=messages&utm_medium=widget&utm_source=user%3A12281135&utm_term=messages_buttonk=12281135 To nie z mojego powodu opustoszało miasto, nie czuję się winna, ale czasem mam spuszczoną głowę, gdy dmuchnę przed siebie za mocno, gdy powietrze z moich płuc, spotka powietrze drugiego człowieka. I nawzajem. Ale mój oddech jest twoim oddechem (aloha), nawet jeżeli jesteś setki kilometrów stąd, powietrze, ten nośnik wielu cudów, mieszanka wielu gazów - nie ulatuje hen w kosmos. Zostaje tutaj z nami.   http://www.spreaker.com/show/z-dziennika-czasu-zmian
30 kwietnia 2020
Zamaskowanie wzbudza we mnie różne emocje (zależy od dnia) różne refleksje (zależy od ilości snu) i różnie to znoszę (a to zależy od wiatru).Najpierw przyjrzałam się odwadze maskowania. Na serio. Bo życie, to literatura, jest, prawda? http://clyp.it/abcup3qe Poza zamaskowaniem jednak ustalam najbardziej sensowny kierunek. REKAKS Różne oblicza relaksu (w skrócie ROR). Powietrze jak czas przecieka przez palce, drzewa czekają na wodę, żeby się porządnie zazielenić, kilka pszczół przysiada na brzegu miseczki. Uśmiech wypełza poza maskę: nad, pod, przed. Uśmiech bowiem nie zna granic. ROR. wiejskie klimaty 😉 Maskujemy się. Fajnie i niefajnie, ale wszyscy. Obowiązek. Każdy. Każda. Każdość jest tak obrazowa, że aż strach (strach....?). Tę każdość widać teraz tak wyraźnie, że nie można jej zlekceważyć, nie można odłożyć na półeczkę, nie można nie myśleć o zamaskowanej kolejce do mięsnego. Wszyscy jesteśmy podejrzani.Po prostu - pole czystej, żywej refleksji! Więcej do odsłuchania : http://clyp.it/hk22le5i Kwiecień 2020 rok
18 kwietnia 2020
TEN PROJEKT JEST W PROCESIE Nadeszła pora na literaturę wychodzącą  z ram książki.  Od lat eksperymentuję ze sposobem podawania treści i nadszedł czas, z którym czytelnicy są gotowi na takie poszerzenie literackiej ekspresji.  Oprócz historii, którą proponuję, zaskakujących zapisów zmian, wyłuskujących z rzeczywistości drobne absurdy, urodę chwili, poetyckość tego, co wydawało się niepoetyckie - będą dostępne przestrzenie dźwiękowe. "Pogodny obraz czasu zmian” to połączenie spisanych tzw. lekkim piórem obserwacji tego, co jest dostępne osobie "uziemionej w swoim miejskim gnieździe", oraz zapisów dźwiękowych innych wrażeń. Obie ścieżki przekazu przeplatają się, część mówiona nie jest odczytaniem zapisanego tekstu! Jest dodatkową formą ekspresji, smaczkiem w każdej opowieści, możliwością nawiązania z autorką nowej relacji czytelniczej. Ta niezwykła w formie książka-nie-książka pojawi się w formie interaktywnej, łatwodostępnej strony. Każdy będzie mógł sięgnąć po fragment (jak po tom opowiadań), lub po całość czytaną i mówioną. Cel - to sprawienie by czytelnik się uśmiechnął, zadumał, zainspirował, zobaczył pozytywy w zmianach, które mogą  niepokoić. Działanie - to zbieranie obserwacji, pisanie, nagrywanie podcastów, robienie zdjęć, budowanie strony. Efekt - zaintrygowanie czytelnika, łagodne przeniesienie go w rzeczywistość, zainspirowania go do własnych działań, własnego spojrzenia.  Czytelnik dostaje - ciekawy, nowy punkt widzenia na ten świat. https://soundcloud.com/mi-ka-em/pogodny-obraz-czasu-zmian-projekt-w-procesie-milka
11 kwietnia 2020
JAJA Wyjątkowe święta Myślę, że to efekt uboczny sytuacji pandemicznej, ale wzięłam jajko na spacer na balkon. Balonik raczej. Posiedziało sobie w każdej doniczce, pobawiło się z pszczołą, ubrudziło ziemią, kichnęło dwa razy (sezon pyleń) i oznajmiło, że jest gotowe do świąt. Zważywszy na dalsze losy jajka, uważam, że jest bohaterskie i postaram się nie nadużyć jego wielkanocnego zaufania. Alleluja. Oda do Jaja, czyta Miłka https://clyp.it/3qy1ns53
9 kwietnia 2020
ROŚLINY przygody początkowe, ale wszystko najwyraźniej przede mną ; ) Schodząc z drogi strażnikom tego miasta, bo wielki szacunek mam, wpadłam w krzaki, a tam...Podagrycznikowe pole! ( taaak, to wolę).A także plantacja młodych pokrzyw. No i, jak to w mieście - okolicznościowy, pozimowy śmietnik. Najwyraźniej jest dobrym kompostem, lecz wolałabym bez plastiku. No trudno. Podagrycznik porządnie wyszoruję, a szacunek samo dobro przynosi, jak widać (nie namawiam do włóczenia się po śmietnikach!) Matka - Natura to idealna apteka. Wielki cud, ustronne miejsce pokrzywowe, całe zagony młodej rośliny dają mi perspektywę herbatek, nalewek i zup. W zwykłym kwietniu pewnie wymyśliłabym sporo usprawiedliwień. Ale to nie jest zwykły kwiecień, prawda? Poza tym w porze zakazu wchodzenia do lasu poszukuję drzew. Kucam pod doniczkami w pracy, głaszczę zakurzone liście. I staję się lasem. Państwowym, rzecz jasna, bo państwo to my. A my to także ja Och wiem, że w tym czasie logika nie obowiązuje (tak jakby nie wszystkich), ale i tak... cieszy.

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego – Stypendium / Program 2020 – Kultura w Sieci

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego - Stypendium / Program 2020 - Kultura w Sieci