Bez trwogi donoszę, że anglojęzyczna publikacja – wyszła! (opowiadanie „Trwoga”)

Druga anglojęzyczna publikacja!! Juhuuuuuuu! Opowiadanie zatytułowane „Trwoga” czujnie przetłumaczyła Urszula Humienik-Dworakowska), a znalazło się w Przeglądzie 'Versopolis’, który zebrał 15 historii poetyckich o zwyczajach wielu narodów europejskich. U mnie: szeptuchy ! 😉 (ktoś się zdziwił?:)

State of Trepidation

Poles like to say, “When in trepidation, go to God.”[1] For hundreds of years. Centuries ago, there were certainly more of these gods, which doesn’t change the fact that at some stage of trepidation they helped determine what next.

I was in a state of trepidation of the second degree. Just about.  For a couple of months. The first degree can usually be pacified by doctors who get at the effects of the problem. Those afflicting the body. Thus, the effects disappear with time, and in the meantime the reason for the affliction goes into „stand by.”  It’s somewhat better. The problem’s somewhat gone.

[1] Polish: Jak trwoga, to do Boga.

E-book jest darmowy i nosi malowniczy tytuł:
„Europejski relikwiarz. Wybrane teksty o europejskich zwyczajach” – czyli European Reliquary. E book jest darmowy – pod linkiem.
So, enjoy!
dzięki Justyna Czechowska #AnaSchnabl
E book jest dostępny także tutaj.

Wszystkiego fajnego, człowieku w sile wieku!

Kiedy byłam znacznie młodsza, patrzyłam na kobiety w moim aktualnym wieku z takim wielkim jakimś współczuciem. Ani to już miła staruszka, ani jeszcze wystrzałowa laska, jeszcze mięśnie podtrzymują kształt ciała, ale nadmiar skóry ulega grawitacji. Zwis. Stan zawiśnięcie między etapami.

 

 

Nie wiadomo jak potraktować ten moment. Nie ma pewności, która z ról pasuje bardziej, która jest wygaszona na amen, a która się powoli rozkwita, (rozkwitanie bycia staruszką podoba mi się, ale…) – o rany – myślałam jako znacznie młodsza osoba – muszę to zapamiętać, żeby – gdy będę w takim wieku – nie przegiąć w żadną stronę. Bo to po prostu źle wygląda. Nie pasuje. Dysonans poznawczy tworzy.

No I cyk – lata minęły, już nie jestem znacznie młodsza, znacznie starsza jestem, nie czuję się bliżej końca, czuję się w sile wieku. I doprawdy nie odczuwam potrzeby przylepiania samej siebie do wizji bycia miłą staruszką, I boże broń przed wizją niedoinformowanej życiowo, choć ponętnej młodości.

Jestem teraz dokładnie w powyższym zawieszeniu i mam w dupie, co sobie może o tym pomyśleć … ktokolwiek.

 

 

Przede mną dni zwyczajne I dni magiczne. I wiek nie ma tu nic do rzeczy. Oprócz wieku tego świata, który też trwa w jakimś zawieszeniu cywilizacyjnym, w pandemicznej bańce informacyjnej, I choć być może nie bardzo chce, to w końcu wskoczy w nowy etap egzystencji.

Wszystkiego fajnego cywilizacjo w 2021 roku. Wszystkiego fajnego, człowieku w sile wieku.

Z pustej trasy i Salomon nie naleje

Z pustej trasy i Salomon nie naleje…
Echo kroków mnie podawaja i potraja.
Nazywam się: My i zdobywamy miasto nocą. Jesteśmy zamaseczkowani, przygotowani na na chłody i trzęsienia. Ale jak zwykle – nie dzieje się nic. Redukuję kroki i wskakuję w pierwszy lepszy serial, do którego nie trafiła żadna ludzka zaraza. Kochanie, już wróciłam…
W mieście mgławo, mdławo, czarna dziura nowiu przepuszcza niewielkie ilości światła. Jestem membraną, a bruk spod cienkiej warstwy śniegu intonuje mętnie brzmiące ooommmm. Podchwytuję. Mruczę w kierunku nieba, ale dźwięk i tak się nie przebije przez warkot wiertarki w mieszkaniu obok. W środku pustego miasta wciąż widzę oznaki wiecznego trwania. Z tym, że teraz to nie o trwanie chodzi….