Ballada o podlaskich słowach dla Galerii Arsenał

To była radość – pisanie tego tekstu. Dodatkowo równolegle nagrywałam niektóre opowiastki (można zajrzeć do „Dziennika Zmian” w tej sprawie)

Galeria Arsenał w czasie pandemicznym, nie funkcjonuje tak jak zawsze, ale wciąż mamy dostęp do sztuki online. Ewa Tatar, kuratorka wystawy napisała” Wystawa Milk Me Sugar dotyczy języka sztuki, języka jako narzędzia opisu rzeczywistości i artykulacji postawy podmiotowej, dekonstrukcji języka jako systemu opresji, oraz rewolucji godności, która współcześnie egzekwowana jest między innymi poprzez dbałość o poprawność artykulacji spraw.”

https://galeria-arsenal.pl/wystawy/milk-me-sugar-3

Tekst  można przeczytać, klikając tu:          Ballada o słowach podlaskich.docx

a obrazek  ukazujący stan ducha autorki tu:   milk me

 

Oda do dźwięku, czyli jak brzmię zimą?

Zaczęłam się zastanawiać: jak brzmię? Kiedy śnieg przykrył miejskie dźwięki – zaczęłam. W nocy. Idąc przez miasto. To szalenie osobista sprawa, ale przecież słyszę oddech, bicie serca i takie tam… 🙂
W ramach zastanawiania się nagrałam, co mogłam, a poza tym pytam: czy wiesz, jak brzmisz, człowieku? Może to jest ważniejsze, niż nam się wydaje?

Idę, słychać moje kroki, słyszę oddech, tempo, w jakim bije moje serce.

Idę i brzmię. Łatwiej zlokalizować szum ulicy, dźwięk syreny karetki,  rozmowę ludzi na przystanku, niż szum mojego ciała od środka.

Idę – i brzmię, idę – idealnie jest wtedy, gdy świat współbrzmi ze mną.

***

Na początku był logos,  w starożytnego grece  lego znaczyło – mówię , „mówię” to nie jest słowo, od którego się wszystko zaczęło, to jest dźwięk!

Mój dźwięk nie jest nachalny, galopuje przez rzeczywistość i tylko ja znam jego unikalny rytm.

Jestem swobodnym brzmieniem, przenikającym ściany, jestem wystukiwanym życiem, wybrzmiewającym byciem.

A ty, jak brzmisz?

Jaka galopada ma Twoją sygnaturę, jak dźwięczysz i dokąd dziś prowadzi Cię Twoja osobista linia melodyczna, ten szum krwi w żyłach?

Szaleńcze party i fotel marzeń

Na Ziemi zakończyło się jakieś szaleńcze party. Zamknięto bawialnie, stadiony, zawsze otwarte drzwi i sklepy 24 h. Siedzimy w swoich fotelach na tyle długo, by zrozumieć i plusy tego nagłego odpoczynku, i minusy bezruchu, przypominającego efekt uboczny imprezowania. Za oknami – z jednej strony: śnieżyca, z drugiej – światła komputerowych ekranów. Z pozycji fotelowej pora pozarządzać światem w wersji mikro (a może i makro). Zaczęłam zwyczajnie, od marzeń, oj i poooopłynęło…

 

 

Sterownik marzeń – fotel , oraz inne dreams

***

Nie jestem pewna czy to co mam jest tym co mam. Kiedy patrzę na super wygodny fotel, to jakbym miała jakąś wypasioną sferę komfortu, cichy zakątek, mini krainę szczęśliwości z której czas nie ucieka. Ale to nie prawda. To po prostu fotel. I jednocześnie – to prawda – to moje marzenie o cichym kącie z miękkim siedziskiem, w którym mogę popołudniu przysnąć, jak cudownie stara kobieta, która ma wywalone na resztę świata.

Mam ulubioną piosenkę? A może to piosenka ma mnie i używa, kiedy jej się zachcę. Siedzę w fotelu, pogwizduję i czekam aż zrobi się weselej, raźniej, bardziej dziarsko.

Mam marzenia, ale czy posiadanie marzeń uprawnia mnie to traktowania ich jak zagonu buraczków. Marzenie o dalekiej podróży, i żeby konto zawsze było pełne i żebym miała puchatego kota o równie puchatym charakterze, i żeby dzieci były zdrowe. I żeby włosy urosły mi do pasa, w kolorze pszenicy, odsianej od plew.

Trzymam te moje marzenia, siedzą c fotelu, naburmuszona i oczekująca.. spełnienia.

Podobno nikt nie wypuszcza z rąk tego, co trzyma. Chyba, że dotyczy to szklanki z wrzątkiem.

Co by było, gdybym uwolniła świat marzeń, dała im wolność, nie oczekiwała spełniania i w ogóle zlekceważyła moją republikę marzeń, twoją republikę marzeń i ich… ?

Stara kobieta, siedzi wygodnie w foteli, przymyka łobuzersko jedno oko, a potem zamyka drugie i szybko zapada w sen/

„Sweet dreams till sunbeams find you
Sweet dreams that leave all worries behind you
But in your dreams whatever they be
Dream a little dream of me”

INSPIRACJA:

„Kto by tam oddał to, co trzyma, Jerozolima nasza, jak nasz jest Nablus, Manasse wydalony z granic królestwa i na nic się nie zda gadanie”. Książka wyciągnięta z zakurzonego kąta: Jarosław Iwaszkiewicz „Czerwona tarcze” strona 166; wyd. Czytelnik. A zdanie to wykrzyczał królowi Baldwinowi Humfred z Toron. A przy tym „szczęknął mieczem”!