Ale historie, to się biorą z rozmów.

A tego to pies słucha;). Bardzo uważnie.

Szybko natknęłam się na panią wyprowadzającą wyjątkowo kudłatego i brudnego psa, uprzejmie zapytałam o drogę do centrum, po czym dowiedziałam się, że jestem na końcu świata, ale że wybrnę z kłopotu, idąc wzdłuż torów tramwajowych.
– Tramwaje tędy nie jeżdżą? – zapytałam rozczarowana.
– Od roku remont – odparła. – Ale trafi pani na stację metra. Za jakieś pół godziny.
– Dziękuję – uśmiechnęłam się i ruszyłam szlakiem tramwajowym, oglądając miasto z perspektywy szyn. Toczyłam się bezszelestnie, bez pasażerów i nie zatrzymując się na przystankach. Chciałam być tramwajem.
            I żeby ktoś mnie naprawił.