Blog,  Podcast

Zachwyt – jak szczelina w Matriksie.

A którędy prowadzą Twoje ścieżki?

Idziesz sobie zwyczajnie przez życie: lista zadań, powiadomienia, jakiś mail „na wczoraj” — i nagle coś w tym świecie miga i podryguje.

Promień słońca wpada filtrowany przez liście. Strumień, który prawie wysechł, uparcie rysuje swoją dolinkę. Ścieżka w lesie kusi, a las jest… między osiedlem a historią. Możesz ze swojej codziennej trasy skręcić tu. W każdej chwili.

Takie miejsca lubię najbardziej. Nie są te spektakularne, nie od razu pozwalają się zachwycić. Powoli odsłaniają swój sens.

Las Pietrasze wygląda jak zwyczajny miejski las. Na pierwszy rzut oka. Ale kiedy się w niego wejdzie i kiedy przestanie się iść tylko „na spacer”, a zacznie się słuchać, to okazuje się, że to miejsce ma dużo więcej warstw.

Ma sobie warstwy pamięci i dużo więcej ciszy, niż można by przypuszczać.

Dlatego tak bardzo mnie to miejsce porusza. Bo zachwyt nie przychodzi tu jako coś cukierkowego. Nie jako ładny obrazek. Raczej jako krótkie zatrzymanie. Jak moment, w którym wszystko w środku mówi: a jednak…

 A jednak świat jest bardziej nastrojowy niż lista spraw. 
A jednak nie wszystko da się zamknąć w kalendarzu. 
A jednak coś jeszcze potrafi mnie miło zaskoczyć i zatrzymać.

Arystoteles pisał, że „filozofia zaczyna się w zdziwieniu”. Lubię to zdanie, bo ono jest bardzo blisko tego, co czuję w takich miejscach. Zdziwienie nie jest dla mnie naiwnością. Jest raczej momentem, kiedy człowiek przestaje udawać, że wszystko już wie. Kiedy na chwilę odkłada pewność. I pozwala, żeby świat go zaskoczył.

Właśnie tak działa na mnie ten las.

Dolina strumienia Jaroszówka, który przepływa przez Las Pietrasze, była od tzw. zarania dziejów – naturalnym korytarzem zasiedlenia. Archeolodzy znajdowali tu ślady mezolitycznych łowców: drobne wyroby krzemienne, grociki, skrobacze. Niby nic wielkiego. Kamyki, fragmenty, drobiazgi.

A jednak, kiedy o tym myślę – mam przed oczami człowieka sprzed tysięcy lat, który tędy szedł. Też patrzył. Też pewnie nasłuchiwał. Był zależny od wody, od zwierzyny, od rytmu przyrody, od miejsca.

Miejsce…

To mnie jakoś bardzo wzrusza. Że pod takim dzisiejszym spacerem kryje się głęboka pamięć miejsca. I że te wszystkie historyczne warstwy jakoś się tu nie wykluczają.

Po megalitycznych wędrowcach w sumie szybko przyszły inne czasy. Carski poligon. Letni Obóz. Teren mocno przekształcony przez wojsko, miejscami otwarty, piaszczysty, podporządkowany ćwiczeniom i wojskowej infrastrukturze. Drewa wycięto. Wojsko deptało piach.

A potem las zaczął wracać do siebie. Powoli. Po swojemu.

I może właśnie to jest najpiękniejsze: że przyroda nie robi wielkich deklaracji, tylko konsekwentnie odzyskuje to, co zostało jej odebrane.

Hm… popatrzmy na aktualne katastrofy ekologiczne…

Albo nie patrzmy. Jeszcze nie.

Dziś w tym lesie widać jeszcze ślady ówczesności: wały strzelnicze, fragmenty dawnych konstrukcji, pozostałości po bazie sterowców z czasów I wojny światowej. Zarośnięta niewielka betonowa platforma.

Persewal, Astra, Albatros — te nazwy brzmią niemal poetycko, ale należały do bardzo konkretnej, militarnej rzeczywistości. Sterowce.. ach 😉

I znowu: to miejsce nie udaje, że nic się tu nie działo. Ono wszystko przyjmuje i udostępnia wprawnemu oku.

Są też takie momenty historii, które trudno przywoływać w nastroju spacerowym: druga wojna światowa i powojenne czasy to temat straceń. Smutny. Można by napisać horror, ale… po co?

A zachwyt.. po co jest?

Po to, żeby żyć dobrze. Żeby bycie w świecie było przyjemnością. Zachwyt wydaje mi się czymś ważnym nie tylko estetycznie, ale i egzystencjalnie.

Kiedy wpadam w zachwyt, to nie uciekam od rzeczywistości. Raczej widzę ją ostrzej. Szerzej. Głębiej. I może o to chodzi: żeby nie zgubić umiejętności powiedzenia „aaaach” na widok światła w liściach, mokrej ściółki, śladu ścieżki, zwykłego lasu w mieście. Bo jeśli jeszcze to potrafimy, to znaczy, że nie wszystko w nas się zabetonowało.

Zatem – hop na leśną ścieżkę 😉

A wiem, że są też inne takie miejsca. W Olsztynie. W Krakowie. W Gdańsku. W wielu miastach las wchodzi do codzienności i przypomina, że natura nie jest tylko gdzieś daleko.

Jeśli będziesz kiedyś obok takiego lasu, wejdź bez ociągania się. Posłuchaj miejsca.

Może objawi się szczelina w Matriksie?

A może już znasz takie miejsce?

Jeśli tak, napisz mi o tym.

Chętnie pójdę za tym dalej.

Serdeczności!

Miłka

Miłka Malzahn od lat zajmuje się rzemiosłem najtrudniejszym: słuchaniem świata. Poprzez studia filozoficzne, strony napisanych powieści i tysiące godzin spędzonych w radiowym studio - odnajduje to, czym warto się podzielić. Jej miejsce YouTube nie jest „kanałem z treściami” – to cyfrowe przedłużenie biurka, radiowego mikrofonu i polnych dróg Podlasia, po których wędruje w poszukiwaniu echa dawnych opowieści.