Z pustej trasy i Salomon nie naleje

Z pustej trasy i Salomon nie naleje…
Echo kroków mnie podawaja i potraja.
Nazywam się: My i zdobywamy miasto nocą. Jesteśmy zamaseczkowani, przygotowani na na chłody i trzęsienia. Ale jak zwykle – nie dzieje się nic. Redukuję kroki i wskakuję w pierwszy lepszy serial, do którego nie trafiła żadna ludzka zaraza. Kochanie, już wróciłam…
W mieście mgławo, mdławo, czarna dziura nowiu przepuszcza niewielkie ilości światła. Jestem membraną, a bruk spod cienkiej warstwy śniegu intonuje mętnie brzmiące ooommmm. Podchwytuję. Mruczę w kierunku nieba, ale dźwięk i tak się nie przebije przez warkot wiertarki w mieszkaniu obok. W środku pustego miasta wciąż widzę oznaki wiecznego trwania. Z tym, że teraz to nie o trwanie chodzi….

Dziennik czasu zmian – dalsze ciągi

http://podkasty.info/?fbclid=IwAR3jY_4c7ReXY6lEyEFQofQr5wweJSJY2QYKonRozAaoHakA3MS0VoZE17Q

Po paru minutach tegoż ważnego dźwięku zostałam odnotowana i wreszcie dowiedziałam się, co ja robię w tych podcastach! Otóż robię coś, czego akurat u nas jeszcze nie było. Rodzaj sztuki robię.

Huuura.

Przesiegam, że długo nad tym nie myślałam 😉 Ale teraz to pomyślę na poważnie 😉

 

https://www.spreaker.com/user/malzahn/maj-miasto?tab=messages&utm_medium=widget&utm_source=user%3A12281135&utm_term=messages_buttonk=12281135

To nie z mojego powodu opustoszało miasto, nie czuję się winna, ale czasem mam spuszczoną głowę, gdy dmuchnę przed siebie za mocno, gdy powietrze z moich płuc, spotka powietrze drugiego człowieka. I nawzajem. Ale mój oddech jest twoim oddechem (aloha), nawet jeżeli jesteś setki kilometrów stąd, powietrze, ten nośnik wielu cudów, mieszanka wielu gazów – nie ulatuje hen w kosmos. Zostaje tutaj z nami.