Melancholjna melodia na niedzielę.

Co nucisz na początku tygodnia (tak pod nosem)? Och chciałabym być heroldem jakiejś radosnej pieśni, tymczasem w niedziele (prawie wszystkie) nuci mi się tak (jak w linku) i zostaje ze mną co najmniej do środy:)!. Wczoraj wpadłam w nastrój megasentymelntalny, niepowstrzymany potok melancholii zawiódł mnie do parku, gdzie nieuchronnie trzeba było napisać, że „coś”… że coś jest z tym światem i „coś” jeszcze w dodatku będzie.

 

Niedziela w parku, ot co. #110

Pierwsza, słoneczna niedziela:

odpuszczone grzechy pandemii,

odpuszczone grzechy łakomstwa,

odpuszczone grzechy milczenia,

odpuszczone zmysłowość nocy.

No, dzień jak się patrzy, dzień co się zowie!

Widząca.

Owszem jestem zamaskowana, ale… widząca. Czy też zyskujesz na widzeniu i rozumieniu w tej formie bycia? 🙂 Ponieważ debaty, oraz inne dywagacje zajmują sporo czasu, skompresowałam to istotne wrażenie do kilku fraz. Każda fraza prowadzi mnie do mentalnej niezależności: nie zrozumiem, dopóki nie poczuję każdej widzialnej i niewidzialnej warstwy ;). Można mnie pytać o wszystko, odpowiem po zdjęciu maski.
PS. Merleau-Ponty uważał człowieka za bytującego w świecie, dialektycznie związanego ze światem, niedającego się rozumieć poza nim. Francuski filozof określał świat jako obszar doświadczeń, dzięki któremu Ja poznaje siebie. Sądzę zatem,ze nie mam lepszego momentu do poznawania siebie niż ten, gdy mamy zaklejone buzie, nie rozpraszamy się na czcze gadki, mamy zamknięte trasy podróżne, cztery ściany mniej albo bardziej wygodnego lokum i „zmęczenie materiału”. Pora na flow!

 

https://anchor.fm/milkamalzahn/episodes/Niema–ale-widzca-98-et82rp/a-a510qlh

 


#podcast #dziennikzmian #jasnowidzę #widząc #cuda

Ani słowa

Idę przez miasto niema
ale widząca;
tak widząca, że ograniczona paleta zimowych barw
wydaje mi się zaproszeniem na karnawał.
Bal maskowy – w każdym sklepie,
fiesta w stu trzydziestu dwóch odcieniach bieli!
Idę przez miasto – widząca,
przyszłość nie jest dla mnie zagadką,
ale o tym – ani słowa więcej;
bo słowa wracają do mnie z każdym oddechem i są zimne jak trup.
Idę szybko,
smuga słońca spływa mi po plecach.
Trochę się wstydzę, że to widzę.

Tymczasem,
idziesz przez miasto niemy,
ale czy widzący…?
I co jeśli nasze oczy się spotkają?
Czy mnie zobaczysz, tak naprawdę (ani słowa więcej).
Co poczujemy: ciepło i zrozumienie,
czy przejdzie mnie zimny dreszcz społecznego dystansu?

Idę przez miasto niema, ale widząca
– Co za intrygujące czasy, mój dobry człowieku…
I ani słowa więcej.

Z pustej trasy i Salomon nie naleje

Z pustej trasy i Salomon nie naleje…
Echo kroków mnie podawaja i potraja.
Nazywam się: My i zdobywamy miasto nocą. Jesteśmy zamaseczkowani, przygotowani na na chłody i trzęsienia. Ale jak zwykle – nie dzieje się nic. Redukuję kroki i wskakuję w pierwszy lepszy serial, do którego nie trafiła żadna ludzka zaraza. Kochanie, już wróciłam…
W mieście mgławo, mdławo, czarna dziura nowiu przepuszcza niewielkie ilości światła. Jestem membraną, a bruk spod cienkiej warstwy śniegu intonuje mętnie brzmiące ooommmm. Podchwytuję. Mruczę w kierunku nieba, ale dźwięk i tak się nie przebije przez warkot wiertarki w mieszkaniu obok. W środku pustego miasta wciąż widzę oznaki wiecznego trwania. Z tym, że teraz to nie o trwanie chodzi….