Melancholjna melodia na niedzielę.

Co nucisz na początku tygodnia (tak pod nosem)? Och chciałabym być heroldem jakiejś radosnej pieśni, tymczasem w niedziele (prawie wszystkie) nuci mi się tak (jak w linku) i zostaje ze mną co najmniej do środy:)!. Wczoraj wpadłam w nastrój megasentymelntalny, niepowstrzymany potok melancholii zawiódł mnie do parku, gdzie nieuchronnie trzeba było napisać, że „coś”… że coś jest z tym światem i „coś” jeszcze w dodatku będzie.

 

Niedziela w parku, ot co. #110

Pierwsza, słoneczna niedziela:

odpuszczone grzechy pandemii,

odpuszczone grzechy łakomstwa,

odpuszczone grzechy milczenia,

odpuszczone zmysłowość nocy.

No, dzień jak się patrzy, dzień co się zowie!

Sztuka gruchania – głębia gołębia

Sztuka  gruchania – więcej niż głębia gołębia.

Zimny majowy weekend niewyrośnięty mały park na środku osiedla. Wygwizdowo jak się patrzy. Mży.  Na ławeczkach nikt nie siedzi. Dwaj chłopcy z hulajnogami uparcie jeżdżą w tę i z powrotem po mokrej asfaltowej alejce, solidnie wyglądający właściciel małego yorka rzuca mu patyczek na niezielony jeszcze trawnik. Stoję i patrzę, jak gołębica spokojnie przyjmuje hołdy gruchającego samca. Nie odwraca nawet dzioba w jego stronę, godnie idzie przed siebie. Ale czasem przystaje, jakby czekała na to jego godowe dreptanie. Na tym etapie ich relacji – ona godnie kroczy, a on szybko drepcze i grucha jak szalony. Wszystko instynktownie i bez zastanowienia. Rozumkiem tego nie ogarniesz, więc gołębie nie ogarniają rozumkiem. Jaja sobie robią. I tyle. Od zarania gołębich dziejów.

 

Flirtują od swojego zawsze -tak samo, tylko może miejska sceneria jest mniej… spektakularna, niż potężna, a czysta matka natura.

My, ludzie w ramach dbania o relacje – kroczymy i drepczemy za każdym razem inaczej. Role są płynne i grucha kto umie.  Jak umie. Mało tego – w naszym świecie gruchają urzędy, gruchają systemowe rozwiązania (próbujące flirtować z pojedynczym obywatelem). Odporność stadna zastępowana zostaje odpornością populacyjną i do populacji kieruje się tupnięcia nogą i zalecenia, a do konkretnych wyimków populacyjnych się niekiedy grucha. Tylko w ludzkim uniwersum jest taki bałagan – że gruchają obie strony, często –  jednocześnie, obie  drepczą, a co jaki czas kroczą. I nie ma w tym porządku,  bo to wszystko z rozumku jest, a nie z instynktu.

 

 

A gdybyśmy postawili na więcej niż na jedną kartę, kartę tego konkretnego życia i tych rozumkowych potrzeb, gdybyśmy odkleili się delikatnie od instynktu przetrwania nie tyle w Polsce w roku 2021,a w bezczasowym wszechświecie.

Mnie to kręci.  Pachnie wolnością od wszelkich gruchnięć.

No, pomyślmy…

Co ci dziś skrzypi?

Patrzę na tych kilku ludzi, na szerokiej parkowej alei i widzę wyraźnie, że bardzo zmieniły się ich ścieżki tego roku.  Dotychczas pędziliśmy w pojeździe naszej rzeczywistości, a nikt go tak naprawdę porządnie nie konserwował, ni rozumiał mechanizmu.  I pyk. Okazał się pojazdem skrzypiącym, chwiejącym się, zatrzymującym się znienacka i równie nagle ruszającym z kopyta. Lecz  – to nie jest pojazd donikąd!

Choć skrzypi, to nie znaczy, że daleko nie pojedzie. Ale to nowej rzeczywistości dowiezie chętnych. Trzeba się przesiadać do przodu, trzeba sprawdzić, co jest na naszym bilecie: kto go nam sprzedał, czy transakcja była OK i jedziemy, dokładnie tam gdzie chcieliśmy. Jaka jest realna cena tej podróży?

 

Skrzypienie  może wydawać się groźne, ale nie ma co się spinać; wyluzuj, pojazd zwolnił już tak bardzo, że możesz zrobić każdy ruch w dobra stronę. W Twoją stronę. I będzie OK. To skrzypienie to tylko zachęta do zmian. To jest dziennik zmian. Generalnie – bardzo zachęcam.