Jakiej wodzie kolońskiej… ufasz?

Przemysławka forever! Mój Dziadek uważał, że nacieranie Przemysławką działa cuda. I kurcze, zdrowy był jak rydz, aż do śmierci. Umarł zaś sprawnie i szybko, a nikt się tego nie spodziewał, choć miała ponad 80 lat. Jego koncept zdrowia i krzepy prosty był, ale skuteczny. Może nieco… archaiczny. Śmialiśmy się kiedyś z Dziadkowych przekonań. Niesłusznie. I tu nie chodzi o wodę kolońską! O tym, że dobry koncept ma moc, sam w sobie, opowiadam tu:
Jaki jest dziś najważniejszy dla Ciebie koncept?
No dobra, jakiej wodzie kolońskiej ufasz?
Ps. zdjęcie- to reklama wody kolońskiej Przemysławka z 1947 r./wikipedia

Lubię to bagno!

Narewka.

Chociaż mądrość ludowa głosi, że wpakować się bagno – to nic dobrego. Życie, do którego pasuje jakakolwiek bagienna metafora – nie jest specjalnie pożądana. Chociaż z drugiej strony, to w białowieskich bagnach powstańcy 1830 i 31, i w 1863 topili skarby i powstańcze finanse. Takie bagno – to majątek… tak jakby.

W każdym razie  – oto mam ulubiony fragment bagna, kameralną przestrzeń, ze stojącą wodą, mocnym zapachami gnijących liści i do tego czarne błoto, stare torfowisko, które kontempluję  i kontempluję

Też kontemplujesz jakieś bagno,  hm?

 

Rozlewisko, takie wodolejstwo rzeki, jej gadatliwość sezonowa – są tak malownicze, że bardziej się nie da. No dobrze. Da się. Ale dla mnie to jest punkt odniesienia wszelkiej rzecznej urody. Narewka ma też bagna, może nie spektakularne, ale mimo wszystko – wciągające. Brunatne torfowiska, zarośnięte trzcinami, stare żeremia bobrze, drzewa o podciętych gardłach… Suche trawy szeleszczą na wietrze… Auuuu, szszszszszsz

Plener na historię romansową („Wichrowe wzgórza”?) albo horror. W wietrzny dzień (taki jak teraz) to jednak idealna scenografia do opowieści o bohaterstwie, Chyba przez te ciemne chmury („Czarne chmury”), które pędzą spiętrzone,  poganiane wiatrem.

To moje ulubione bagno. Jest po prawej stornie, za Narewką jeśli wędruje się od Białowieży towarowej – w stronę wsi.

Małe przytulne bagno.

Kiedy i gdzie zaczęła się Twoja pierwsza rzeka?

Rzeka. Ta rzeka, pierwsza rzeka – zaczęła się (dla mnie) wtedy, gdy zobaczyłam ją po raz pierwszy. Niewiele znacząca leśna rzeka, płynąca przez Puszcze Białowieską: żółta woda, powolny nurt, silny zapach organicznych resztek.

Zrozumiałam, że jest ważna, gdy stoję na moście, na Wysokim Bagnie, w lesie, kilometr od granicy  słuchałam warkotu i jakiś huczenia,  militarnych ruchów zza ówczesnej granica z ZSRR.

Teraz rzeka cicho  wpływa z Białorusi, do Polski. Tylko ptaki towarzyszą przekraczaniu tej granicy.

Dla mnie Narewka zaistniała w stanie wojennym, w latach 80 tych ubiegłego wieku, by być ze mną do czasu, gdy wciągnie mnie inny nurt życia. Co zresztą si stało. Bo ta sama rzeka  przy moście na Białowieży towarowej była moim kąpieliskiem, była łowiskiem dla mojego dziadka, niedzielnego, wakacyjnego wędkarza, była źródłem nieistotnych historyjek i scenografią dla nastoletnich wyznań. O zachodzie słońca. Pierwsze pijawki, tony komarów i gzy, bo wtedy jeszcze nad rzekę goniono krowy z pastwiska. Żeby się wody napiły.

Dziś na wsi nie ma krów.

 

Ale kiedy zobaczyłam ją po raz pierwszy, była uregulowaną rzeką, łączący świat wody i świat lasu, świat innego kraju i świat mojej strefy czasowej. Nie kluczyła, nie kłamała, nie pozowała na większą i lepszą.  Ostatnio postanowiono przywrócić jej  meandry, zarośla w których gnieździłyby się dzikie i rzadkie ptaki.

I taka teraz jest. Powolna, zarośnięta, z mniejszą ilością wody, bo puszcza schnie tak, jak cała planeta po naszej, zielonej stronie.

Rzeka wciąż  jest tą, którą odwiedzam tak często jak tylko się da.

Więc  kiedy i gdzie zaczęła się Twoja pierwsza rzeka?   Kiedy i gdzie zaczęła się Twoja pierwsza rzeka?