Łowczyni dożynek na tropie.
Knorydy: festyn, dawne „Chiny” i świat, który mówi coraz ciszej… Przyjechałam do Knoryd jak istna łowczyni dożynek. Niby po festyn. Po dobry chleb, dobre rozmowy, może trochę po ten późnosierpniowy kurz unoszący się nad drogą. Nie będę udawać: skoczna muzyka…