Blog

Sędyty – czy słyszysz, jak pod Twoimi stopami tyka zegar czasów?

Gdzie wyobraźnia spotyka się z tym, co namacalne.

Czasem wystarczy jeden ruch, by rzeczywistość, którą znamy, odsłoniła swoje drugie dno. POwiedzmy… by pojawiła się namacalność. 😉

W Sędytach tym ruchem było wbicie pierwszej łopaty w ziemię.

W nowym tekscie i w drugim odcinku mojej leśnej kroniki archeologicznej będzie opowieść o srebrnych monetach z Bagdadu, które znaleziono w olsztyńskim lesie, i o zapachu palonego bursztynu, który łączy nas z ludźmi sprzed wieków. To nie jest lekcja historii – to próba usłyszenia rytmu tego zegara wielu żyć, “ząbków w kole czasu”, które wciąż tykają pod warstwą mchu na Łynostradzie.

Ząbki w kole czasu.

Mówi się, że przeszłość nigdy nie znika. Raczej się kuli, wtula w ziemię, zarasta mchem i udaje milczenie, dopóki ktoś nie przyjdzie i nie zada jej pytania łopatą albo dłonią. Podczas tej wyprawy do Sędyt miałam wrażenie, że właśnie taki moment nadszedł – jakby ktoś delikatnie, ale zdecydowanie poruszył ząbki wielkiego koła czasu.

To, co wcześniej było tylko ćwiczeniem wyobraźni, opowieścią snutą nad mapą i wpatrywaniem się w korę drzew, nagle musiało ustąpić przed czymś twardym, ciężkim,i w ogóle – brudnym od ziemi. Samo słuchanie lasu nie wystarczyło.

Kiedy pierwsza łopata badaczy z Towarzystwa Naukowego Pruthenia wbiła się w ziemię olsztyńskiego Lasu Miejskiego, pomyślałam, że czas robi gwałtowny wdech. Może i nie zrobił ;), ale z ciemnej warstwy próchnicy, spod korzeni, zaczęły wynurzać się przedmioty, które archeolodzy nazwą „artefaktami”, ale ja rozumiem je w taki osobisty dość sposób. To nie tylko znaleziska. To urwane biografie – rzeczy, które wypadły ludziom z rąk w momencie, kiedy nie myśleli o historii, tylko o swoim zwykłym, jednym jedynym życiu.

A Walter Benjamin pisał"  „nic, co kiedykolwiek się wydarzyło, nie powinno być uznane za stracone dla historii”. 

Dyskusyjne, jednak przedmioty z Sędyt mogą temu przeczyć. Wydobyte na światło dzienne są małym sprzeciwem wobec niepamięci. I może właśnie dlatego archeologia jest tak blisko filozofii: obie próbują wydobyć sens z warstw – jedną z ziemi, drugą z czasu.

Srebro z Bagdadu i zapach rzemiosła

Czy potraficie sobie wyobrazić zdziwienie kogoś, kto w środku pruskiego lasu, w zakolu Łyny, podnosi z ziemi srebrny dirhem wybity w dalekim Bagdadzie?

Dla fachowca, to logiczne, dla mnie to ten moment, w którym świat nagle przestaje być płaski. Pod stopami zaczyna pulsować dawna sieć powiązań, szlaków, decyzji i przypadków – coś, co dziś nazywamy globalizacją, a co istniało tu na długo przed nami. Olsztyn nie był wtedy końcem świata. Był jednym z jego żywych węzłów.

Ręce rzemieślników

Ale historia to nie tylko srebro i dalekie podróże. Razem z Erykiem Popkiewiczem, bursztynnikiem, dotknęłam rzemiosła, które nie zna pośpiechu. Bursztyn niesiony kiedyś przez lodowce teraz leży w jego dłoniach – ciepły od skóry, oszlifowany oddechem i cierpliwością. W tym blasku jest coś bardzo prostego: spotkanie materii i człowieka.

Opowieści Szymona Marchlewskiego, czy Alicji Dobrosielskiej są zaproszeniem do usłyszyszenia rytmu czyjejś dawnej codzienności. Oto nalewane mleko, rozmowa nad ogniem, odstawiana w pośpiechu miska. To wszystko działo się tu, w miejscu, po którym dzisiaj biegamy z kijkami, psami i aplikacją liczącą kroki.

Pruski kod ukryty w wodzie

Najbardziej fascynuje mnie to, jak przeszłość „mówi” do nas przez nazwy. Jezioro Ukiel, Płoci Duga – to nie są tylko ładne brzmienia na mapie, ale ślady języka, który uparcie przetrwał wojny, zmianę granic i języków urzędowych. W takich nazwach jest coś z żywej skamieliny: twardnieją, ale wciąż przechowują ruch dawnych znaczeń.

Sędyty przestały być dla mnie legendą, którą można opowiedzieć i odłożyć na półkę. Stały się pulsującym dowodem na to, że tożsamość składa się z warstw – pruskiej, polskiej, niemieckiej, lokalnej – które nie znikają, tylko przenikają się jak kręgi na wodzie.

Współczesna ścieżka rowerowa przecina dawne trakty handlowe, ale mknąc przed siebie, zwykle nie zauważamy, że w jednym punkcie krzyżują się różne czasy.

Jeśli mam jakąś „supermoc”, to chyba właśnie tę: zatrzymać słuchaczy na chwilę w takim punkcie zero. W miejscu, gdzie dziś jest tylko zakręt ścieżki, a kiedyś mogła stać brama osady. Chcę, by można było poczuć lekkie zgęstnienie powietrza, gdy pojawia się świadomość, że ten sam krajobraz „czytali” już inni – w innym języku, innymi słowami na wiatr, wodę, ogień.

Zapraszam na spacer szlakiem, którego nie widać na tablicach informacyjnych, ale który wciąż pracuje pod spodem – w nazwach, opowieściach, w sposobie, w jaki patrzymy na rzekę i las.


Aha, jeszcze propozycje do osobistego „Nawigatora historycznego” tych opowieści:

  • Grodziska Prusów – kompendium wiedzy: Strona internetowa założona przez mojego gościa, Roberta Klimka, to absolutna baza. Znajdziesz tam opisy kilkudziesięciu grodzisk, w tym tych najbardziej niedostępnych, oraz szczegóły dotyczące samej osady Sędyty.
  • Stowarzyszenie Naukowe Pruthenia: Miejsce, gdzie nauka spotyka się z pasją do regionu. Warto śledzić ich bloga i publikacje poświęcone kulturze bałtyjskiej i mazursko-germańskiej.
  • Piotr z Dusburga, Kronika Ziemi Pruskiej: XIV-wieczne źródło, z którego pochodzi cytat o świętych gajach. To fascynująca, choć surowa lektura o tym, jak pierwotna natura była dla Prusów sacrum.
  • Wystawa „Pradzieje Polski”: Mirosław Hoffmann poleca wizytę w Państwowym Muzeum Archeologicznym w Warszawie, by zobaczyć artefakty z naszych ziem w szerszym kontekście.
  • Pruska Droga (Prusiskas Pins): Projekt szlaku turystyki archeologicznej, o którym wspomina Robert Klimek. To 20 wyselekcjonowanych stanowisk o różnej skali trudności (od 1 do 5), które pozwalają „poczuć puls ziemi”.

Co czytać, by „odblokować” wyobraźnię?

  • Arno Holz: Wschodniopruski poeta, którego twórczość przesiąknięta jest rytmem natury. To on inspirował nas do myślenia o historii jako o czymś, co wrasta w słoje drzew.
  • Robert Klimek, opracowania o Sędytach: Szukaj publikacji tego autora dotyczących lokalizacji osady Sundythen – to on w 2006 roku odnalazł w lesie te brakujące zębatki naszej lokalnej historii.

Słowniczek „ducha miejsca”:

  • Dirhemy: Srebrne monety z Bagdadu, które dowodzą, że nasze lasy nie były końcem świata, ale jego aktywnym węzłem.
  • Kurhan: Nasyp ziemny, pod którym w Pomielinie Mirosław Hoffmann odkrywał warstwy tragicznej historii – od starożytnych Bałtów po ofiary dżumy z 1709 roku.

Serdecznie pozdrawiam!

Miłka

Miłka Malzahn, pisze powieści, myśli powieści, oraz powiada powieści (ale to tylko na specjalne życzenie tylko). Jest filozofem, dziennikarzem, pisze książki, wykłada na uczelniach i robi czapki na szydełku, bo ma taką fantazję i lubi podążać za nitką.