Blog,  Kobiety z Kiedyś,  Podcast

Pusty dom — nie taki jak inne.

Historia pani Zosi ze Zwierzyńca i miejsca, które wciąż pamięta.

Zwierzyniec. Zapomniane miejsce. Pusty dom.

Są takie punkty na mapie, które istnieją bardziej w pamięci niż w rzeczywistości. Zwierzyniec – pomiędzy Hajnówką a Białowieżą – należy właśnie do nich. Dziś trochę na uboczu, trochę poza ruchem świata, a przecież kiedyś był miejscem znaczącym: osadą leśną, przestrzenią pracy, opowieści i codzienności splecionej z rytmem puszczy.

Można zresztą tu trafić, kierując się pięknym szlakiem turystycznym. I miejsce jest, ale tych ludzi tu już nie ma. Jest też pomnik żubra, bardzo historyczny. Wycieczki przy nim czasem przystają.

Historię tego pomnika, który strzeże wjazdu do Zwierzyńca, można szybko sprawdzić. Wystarczy kilka kliknięć, kilka dat, nazwisk, decyzji urzędowych. Ale historia ludzi, którzy tu mieszkali – ona nie daje się tak łatwo uchwycić. Trzeba ją wysiedzieć. Wysłuchać. Czasem ogrzać przy ogniu.

To kolejna pocastowa odsłona cyklu „Kobiety z Kiedyś”. Bohaterką tej opowieści jest Pani Zosia ze Zwierzyńca – Zofia Pirożnikow z domu Szypiłło.

Siedzimy przy stole. Herbata. Ogień w kominku. Rozmawiamy we trzy – ja, moja Mama Elżbieta i Ewa Pirożnikow, córka Pani Zosi. Jest też kotek. To ważne, bo będzie go słychać. Ten sam kotek, który już kiedyś wszedł do opowieści i nie chce z niej wyjść.

Mikrofon trzymam ja. Wątki podrzuca Mama. Opowieść snuje Ewa.

I nagle okazuje się, że Zwierzyniec wcale nie jest taki cichy.

Bo te historie są barwne. Światowe wręcz. A przecież mówimy o czasie PRL-u, o miejscu na uboczu, o domu wśród drzew. Skąd więc ten świat?

Opowieść prowadzi do Pana Włodka Pirożnikowa.

To jedna z tych biografii, które nie mieszczą się w jednym życiu – a jednak się wydarzyły.

W 1939 roku próbował przedostać się do formującej się we Francji Armii Polskiej. Zatrzymany na granicy polsko-węgierskiej, skazany przez NKWD na pięć lat łagrów. W 1941 roku – amnestia. I nagle los skręca: 6 Dywizja Piechoty Armii Andersa. Z ZSRR przez Palestynę, dalej – Anglia.

A potem RAF. A tutaj są jego wspaniałe gawędy do posłuchania.

https://www.polskieradio.pl/8/22/artykul/241657,zywot-niepospolity-milosnika-bialowiezy

Do 1946 roku służył w 317 Dywizjonie Myśliwskim „Wileńskim”, w ramach 131 Skrzydła. Latał. Wrócił. Konkretnie do Polski przyjechał w 1947 roku. I wtedy zaczynają się „przygody leśne” – jakby ktoś po całym tym świecie postanowił wrócić do ciszy. Do drzew. Do Zwierzyńca. Zawsze było o czym opowiadać.

I może właśnie dlatego ten dom żył tak intensywnie – bo mieścił w sobie więcej niż jedno życie. Więcej niż jedną historię. Więcej niż jedną mapę świata.

A Pani Zosia?

Jest w tych opowieściach obecna inaczej. Ciszej, ale mocniej. To ten rodzaj obecności, który spaja wszystko: ludzi, miejsca, pamięć. Kobieta, która nie potrzebuje wielkich słów, żeby być centrum.

Po jej odejściu dom przestał być TYM domem.

Ewa musiała go opuścić. Bo to budynek Lasów Państwowych i nie dało się dogadać, niestety. Od kilku lat stoi pusty. Niszczeje. Miejsce przestało funkcjonować – jakby ktoś wyłączył prąd, nie tylko w budynku, ale w samej opowieści.

Zostaje jednak ślad.

7 listopada 2011 roku ogłoszono wyniki konkursu architektonicznego na zagospodarowanie Zwierzyńca. Pomysł, wizja, projekt – próba przywrócenia temu miejscu znaczenia. Trudno ocenić coś, czego nie widać, ale pojawia się nadzieja: że spójność, że pamięć, że ktoś jeszcze zapyta o sens…

Lata minęły, prawda? I nic.

Ale Zwierzyniec to nie tylko przestrzeń.

To warstwa historii – tej oficjalnej i tej prywatnej. Tej zapisanej i tej opowiedzianej przy stole, przy herbacie, z kotem przechodzącym przez mikrofon.

Dzisiaj zostały dwa budynki. Jeden z okresu międzywojennego – już sam w sobie zabytkowy. I cisza. Czasy Pani Zosi ze Zwierzyńca minęły. Ale pamięć nie musi znikać, może wystarczy ją wypowiedzieć i…..

Tak jak tutaj. Czy będzie nam ta opowieść służyć nadal?

Cicho. Dokładnie. Z uważnością.

Żeby zostało.
Pozdrawiam.

Miłka

Miłka Malzahn od lat zajmuje się rzemiosłem najtrudniejszym: słuchaniem świata. Poprzez studia filozoficzne, strony napisanych powieści i tysiące godzin spędzonych w radiowym studio - odnajduje to, czym warto się podzielić. Jej miejsce YouTube nie jest „kanałem z treściami” – to cyfrowe przedłużenie biurka, radiowego mikrofonu i polnych dróg Podlasia, po których wędruje w poszukiwaniu echa dawnych opowieści.