Rozłupana poganka,

Rozłupana poganka – listopadowe nastroje.

PS. tu nie ma lokowanie produktu, montowałam w dzień zaćmienia słońca i mnie też zaćmiło, program montażowy doznał szoku i zamontował mi znak wodny, choć mam wykupiony bez. I nie chciał sprawy odkręcić. trudno. Wyjątkowa okazja. Proszę zamknąć oczy i po prostu spokojnie posłuchać…. DZIĘKI 🙂

***

Halo, tu listopadowe nastroje… Tymczasem delikatnie zmieniłam koordynaty zaglądając na Litwę i po raz kolejny – zachwyciły mnie pogańskie ścieżki, miejskie parki pełne Światowidów i Mokoszy, kapliczki – ilustracje prastarych archetypowych bajek. Ani przemijanie, ani wiele śmierci, ani polityka – nie wykasowały tego rytmu.. tamtego rytmu – z naszych wspólnych ciał, bo mamy z przodkami bezpośrednie łącze komórkowe. W pewnym sensie mobilne 😉 strumień informacyjny.

O – to przy okazji – tak szumi woda, płynąca jak czas, w parku w Druskiennikach. Siła, moc, pęd i bezkompromisowość jest w tym szumie, w tym przemijaniu. Niech ten szum nam potowarzyszy….. Tymczasem staję naprzeciwko drewnianej rzeźby pięknej kobiety, napotkanej na ścieżce edukacyjnej dla dzieci – stoję i się gapię. Czas sprawił, że pękła jej głowa (chyba ze zdziwienia nad współczesnością, na wysokości serca wyrosła jej zgrabna, biała huba – stoję i czuję echo melodii oddechów naszych przodków.

Ten niezwykły szum. Oto Świat rozłupany na pogańskie baśnie i twardy realizm w posypce z religii (którejkolwiek z oficjalnych). Świat mroku i miłości, zbutwiałych krain i przytulnej omszałości. Patrzę w oczy każdej z rzeźb, mających w sobie więcej życia niż… (gryzę się w język i połykam kroplę krwi). Świat rozłupany – i przez przestrzeń międzyrozłupową, oglądam spokojny krajobraz: jeziorko, ściana lasu, mokre jesienne liście, spadające z zasypiających powoli drzew.

I rozumiem każdą z historii tych drewnianych istot, rozumiem… każdym centymetrem skóry, składając hołd pamięci komórkowej i baśniom, tym kluczom do tej prawdy i tamtej historii. Więc patrzę na drewniane postaci, archetypowe charaktery z legend i baśni, którym pozwolono z nami być aż do teraz, które poruszają treści zastygłe w nas na samym początku. Na początku istnienia linii rodowej, której jesteśmy częścią. Czuję się jak kropka nad I, siadając na ławce przypominającej smoka. No dobrze i teraz najważniejsza, najbardziej listopadowa sprawa: te pogańskie legendy wciąż uczą, bawią i tłumaczą co i jak – trzeba tylko podejść do nich z szacunkiem, z wiedzą, ze tą pieśnią praprzodków szumiącą strumieniem krwi w moich żyłach. Pogańscy nieświęci – prawdziwe cienie dawnych prawdziwych ludzi – to takie drogowskazy na bardzo ciekawej i nieoczywistej trasie, po której porusza się moje (i twoje) ciało w czasie. I – przeczytałam kiedyś taką istotną myśl, że nasze ciała są w bardzo niewielkiej części naprawdę, naprawdę nasze. Stanowią wypadkową DNA wszystkich, (baaaardzo wielu) przodków.

Popatrz jak zbudowane jest drzewo genealogiczne…. I powiększ je w wyobraźni… milionkrotnie. Z tego wielkiego, z tych gałęzi przeżyć, – jest to moje ciało. Historie, opowieści, strachy, radości odziedziczone po przodkach są w tym DNA , cale sterty cudzych sposobów na życie, które próbujemy wyekstrahować, albo które wręcz uważamy z własne, bo.. z dziada pradziada. Te emocje i oceany myśli. Kiedy umiera ciało – reszta człowieka nie unicestwia się, nie znika, jest dostępna kolejnym pokoleniom. Logicznie. Jest na łączach, na niciach DNA i w pamięci komórkowej. No i staję naprzeciwko drewnianej rzeźby pięknej kobiety, jak przed pomnikiem nagrobnym tego co już było, i przez szparę w jej rozłupanej przez czas i naturę głowię widzę spokój, widzę siebie, widzę przodków, których niniejszym – żegnam na wieki. Ja to ja. Oni to oni. Ja to ja. Oni to oni. Listopadowy nastrój tworzy przedtakt takiej małej, cichej rewolucji.

Stare pieśni mogą wzruszać, ale już na mnie nie działają. (szum) A ty o czym myślisz w okolicy 1 listopada?

*** myślę także o kawie, żeby mnie kawą wesprzeć, kliknąć można tutaj – www.buycoffee/dziennik.zmian

Koncert podcastu Dziennik Zmian – propozycja.

Koncert podcastu Dziennik Zmian – szczypta awangardy, dużo przyjemnego jazzu i mocno poruszającej, bezpośredniej poezji.

Taki wyjątkowy koncert podcastu jest możliwy tylko dlatego, że to niezwykły podcast! „Dziennik Zmian” jest wciąż rosnącą serią miniaudyci będących odpowiedzią na szare oblicze codzienności. Ta szarość – to tylko pozory.  Podcast powstał po to, by ulżyć głowom i ciałom słuchaczy mierzącym się ze światem, dzięki wsparciu stypendialnego Ministra  Kultury i Dziedzictwa Narodowego.  Kiedy stypendium się skończyło – Dziennik Zmian popłynął już sam. To połączenie poetyckiej obserwacji z mini-fabułami okazało się intrygujące dla wielu słuchaczy, dzięki którym trafił na listę nominowanych przez słuchaczy do nagrody „Podkaster 2020 roku”. To miejce, będące  ciekawą, dźwiękową przystań jest w stanie opuścić sieć i zaistnieć w wersji Live!

Autorka, we współpracy ze świetnymi jazzmanami tworzy wydarzenie łączące Slam poetycki, z jazzem i dźwiękową formą radiową.

Opowieści Dziennika Zmian kilkakrotnie już wybrzmiewały w wersji koncertowej,  festiwalu Podlasie Slow Fest  oraz cyklu „Bieckie Barwy Poezji” w Bieczu. 

Tak zachęcaliśmy do zajrzenia na nasz koncert:

Każde wykonanie jest kompletnie inne, na co mają wpływ  – muzycy, miejsce, nastrój i pogoda (ducha). Wersja premierowa w ekstraskrócie i w innym składzie; 

 

Z każdym razem w unikalny sposób przenosimy podcast na scenę!

Temat przewodni: Jak zobaczyć i zapamiętać poezję tej (ponoć) szarej codzienności? Umiemy to, więc namawiamy do spojrzenia przez nasze uszy. „Dziennik Zmian” jest szczególnym przewodnikiem po kadrach tego nieco dziwnego świata; to miękki sposób na ‚twarde fakty’, bo żaden fakt nie jest na tyle bezwzględny, by nie dało się z niego wyłuskać poezji. A to przynosi ulgę/radość/wolność od… (wstaw to, czego nie lubisz). Słyszymy, jak wszystko, co nas otacza, tworzy rodzaj wiersza, pisanego właśnie dla Ciebie.

Usłysz i Ty 

O wykonawcach:

Miłka O. Malzahnfilozof, dziennikarka, autorka wielu rozmaitych tekstów oraz nie mniej rozmaitych książek; bywa wykładowcą, łączy nieoczywiste nauki o ludzkiej aktywności twórczej, prowadzi kanał podcastowy Dziennik Zmian. https://www.milkamalzahn.pl/biorgafia-milka-malzahn/

Tworzę te mini-audycje, żeby było można dotknąć tego, co jest poetyckie w naszej rzeczywistości. Dziennik Zmian jest dźwiękowym zapisem pozornie zwyczajnej i pozornie szarej codzienności. Są tu refleksje, detale z życia wzięte, są zaskakujące brzmienia, bo świat bywa zaskakująco nieoczywisty. Znajdziesz tu krótkie fabuły, inspirujące rozmówki, oraz absolutnie swobodne myśli. Naprawdę – nasz dziwny świat jest fascynujący, a brzmi tak…  relaksująco! Uwierz mi. Albo nie wierz. Posłuchaj.

Dziennik Zmian zaprowadzi Cię do tego, czego się nie spodziewasz. Wszystko jest poezją, prawda?

Za oprawę muzyczną odpowiada w projekcie Rafał „Boni”Boniśniak – perkusista, kompozytor, aranżer i producent muzyczny. 

 Fascynat kultury i muzyki afrykańskiej. Jako perkusista na profesjonalnej scenie zadebiutował w 1992 roku. Od tego czasu współpracował z wieloma wybitnymi artystami. Występował na festiwalach w kraju i za granicą, m.in. w Szwecji, Słowacji, Niemczech, Litwie, Ukrainie, Kanadzie, Malawi oraz Zambii.Ważniejsze nagrania fonograficzne obejmują ponad 50 albumów, w tym 12 nagranych z własnym zespołem New Day, z którym z powodzeniem koncertuje w latach 2003 – 2020. Na swoim koncie ma dwie wyprawy do Afryki, gdzie zgłębiał tajniki gry na instrumentach afrykańskich. Autor ponad 100 kompozycji – w tym piosenek, muzyki do spektakli teatralnych, muzyki do programów i audycji telewizyjnych oraz radiowych. Wieloletnie doświadczenie jako producenta muzycznego zaowocowało realizacją i nagraniem kilkudziesięciu płyt, organizacją znakomitych koncertów tematycznych takich jak 100-lecie Bitwy Gorlickiej, Cepeliada 2012 czy DOBRE BO GORLICKIE. Obecny wiodący projekt muzyczny to Nikifor muzyką malowany gdzie fascynacja twórczością prymitywisty Nikifora Drewniaka zobrazowana została muzycznie w postaci 12 jazzowych kompozycji.

 

 

O ruinie i życiu towarzyskim o zmierzchu.

Życie towarzyskie to rodzaj aktywności, na którą mamy wpływ, ale nie całkowity. Czasem wspaniałe spotkania wydarzają się znienacka, w miejscach nieoczekiwanych, z powodów – totalnie nieoczywistych. I krótka pogawędka w ruinach – odpala wyobraźnię, wyjaśnia scenografię, a do tego pozostawia wrażenie niezwykłości.

Tak, to jest mały towarzyski cud i może wydarzyć się w każdej chwili. Masz w sobie tę gotowość i czujność….? Bohaterką tego spotkania jest Pani Cecylia, chodząca sama, o zmierzchu po zapuszczonych ruinach i jeszcze bardziej zapuszczonym wielkim dworskim parku pod Krynkami (Podlasie). Gdzie to jest? Ach….na zachód od rzeczki Nietupy, nad wpływającym do niej strumieniem, przy lokalnej drodze łączącej wsie Ciumicze i Sanniki, na terenie łagodnie opadającym ku południowi do strumienia, w sąsiedztwie istniejącej od XVI w. II połowy XIX w. wsi Żylicze Wielkie, a nieopodal wsi Żylicze Nowe (zwanej również Odźwiernikami) Ufff.

Warto tu zajrzeć 😉 ps. Tam, gdzie staliśmy, rozmawiając – akurat nie było karczmy. Karczmami Krynki stały w dawnych czasach! Nie zostało z tego w zasadzie nic, ale od czego jest wyobraźnia ?!

*** kawa , która nie rujnuje zdrowia https://buycoffee.to/dziennik.zmian

*** efekty https://freesound.org muz; https://www.purple-planet.com/tracks/cobwebbed

*** W pewnym sensie mam się ku ruinie. Taka skłonność. A to bynajmniej nie rujnuje życie towarzyskiego, bo nagle, włócząc się po ruinach można poznać , w odatku kogoś, kto się zna na 16-wiecznych karczmach, a to jest naprawdę niesamowita wiedza. I nastraja dobrze.. Do życia towarzyskiego. Zatem – w ruinach (opowiemy o nich jeszcze) między otworem dawnych drzwi, a dziurami dawnej podłogi z podpiwniczeniem spotkaliśmy panią Cecylię…