Klateczka na kaweczkę.
O rynku mieszkaniowym i poetyckiej perspektywie ciasnoty w królestwie życia.
My, ludzie, lubimy takie klateczki z oknami.
Na kawkę. Na spokój. Na pozorne „swoje”.
Klateczka na kaweczkę – nawet brzmi nieźle, prawda?
Ale kiedy dłużej się temu przyglądam – z mojej, bardzo podobnej, klatki – widzę, jak na czterdziestu kilku metrach próbujemy zmieścić cały świat. Maleńkie królestwa: z kanapą, łóżkiem, czajnikiem i obowiązkowo miejscem na ekspres, żeby poranna kawa miała swoje ceremonialne znaczenie.
I nie ma w tym nic złego. Po prostu dziwny to czas, w którym kupujemy kawałeczek ula. Wydzielone pudełeczko na nasze sny, weekendy i kaweczki — płacąc za nie sumami, które wprowadzają w drżenie nie tylko palce trzymające filiżankę. Na to często pracowały przeszłe pokolenia. Spadki. Drobiazgi antyczne po prababci.

Czasem, stojąc w oknie z kubkiem w dłoni, myślę o wszystkich takich samych pudełeczkach dookoła. Setki, tysiące – każda ściana podobna, każda – dopełniona jakimś życiem, rozmową, stresem, zapachem przypieczonego tosta.
I tak sobie myślę, że mieszkamy wszyscy w chórze. W ludzkim ulu, który nuci: jeszcze trochę kredytu, jeszcze trochę kawy, jeszcze jedno „będzie dobrze”.
Zbigniew Herbert pisał o tym, że „przestrzenie zamykają się przez to, że człowiek je zamieszkuje” – o pokojach, które powoli się kurczą, o ścianach, co zbliżają się do nas jak czuły, ale zdecydowany los. I coś w tym jest, kiedy patrzę na swoje mieszkanie: im więcej rzeczy „na zawsze”, tym mniej oddechu.
A może to jest właśnie pełen obraz naszego dobrobytu – kawa i pudełeczko na życie?
temat rozwijam tu – to tylko minuta prawdy
Czasem pytam o to siebie, a czasem moich rozmówców. Wokół takich pytań krąży też cykl podcastowy – „Co mówi kawa”. Bo kiedy człowiek wsłucha się w tę zwykłą, codzienną kawę, przeczyta sam siebie jak tekst – popatrzy na swój świat… z innej perspektywy. Zapewniam!
W moim pudełeczku też pachnie kawą. I też próbuję ułożyć na tym 45-metrowym planie kawałek wszechświata. Ale czuję absurd tego procesu (odwiecznego zresztą, bo nie każdy praprzodek mieszkał sobie w pałacu:).
Czuję ciasnotę, o której mówią, że nie powinnam jej czuć, czuję wdzięczność za świadomość, że nie muszę uważać ludzkiego ula za mój osobisty wszechświat.
Kompresuję się, bo jestem logiczna.
A Ty?
Pozdrawiam serdecznie 😉
Miłka


