Blog

z cyklu: blisko mam do kina – Intestellar

ze wszech miar to inspirujący, intrygujący film uszyty z taakim rozmachem, że hej
po seansie można złapać taki klimat: wszystko jest w zasięgu istoty ludzkiej, do tego tylko potrzeba jednak brawury (fotogenicznej koniecznie), mega-wiedzy, kilku kosmicznych mega-gadżetów, miłości i… wszystko się ułoży, choć nie bezboleśnie

Ale kino – zaprasza Miłka Malzahn | recenzja: Interstellar

Oj, dawno nie byłam na tak ciekawym filmie, po którym człowiek wychodzi z kina w takim nastroju, jakby mu otworzono jakieś dodatkowe drzwi do jakiegoś dodatkowego świata. I to nie jest wszechświat (ten świat), ale przestrzeń pełna możliwości.Wprawdzie nie do końca wiadomo co jest możliwe (teraz, w naszym świecie) a co będzie już wkrótce, lecz wrażenie nowej drogi marzeń i nie-marzeń, na którą można wejść jest bezcenne.

Nie jest to jednak kino naiwne, ani niosące po prostu kaganek pocieszenia. To kino wskazujące na horyzont, o którym przyzwyczajono nas myśleć – że jest poza zasięgiem. Tymczasem tu wszystko jest w zasięgu istoty ludzkiej. Do tego potrzeba jednak brawury (fotogenicznej koniecznie), mega-wiedzy i kilku kosmicznych mega-gadżetów. No i… miłości.
Tak mniej więcej twórcy „Interstellar” starali się pogodzić pierwiastki naukowe z pierwiastkami ludzkimi, czucie, szkiełko i oko.

Film jest długi, ale się nie dłuży, w dodatku wysyła widzów hen w kosmos (i tu – w nasza przyszłość), bywa momentami patetyczny, lecz ani kwestie naukowe, ani dialogi o wartościach moralnych i miłości nie brzmią tu fałszywie.

Jedynym nadmiarem brzmieniowym jest muzyka Zimmera, ale to właściwie jedyny akcent nie wtopiony idealnie w całość – reszta płynie.

Atrakcyjna jest w opowieści Nolana i intelektualna koncepcja, i podkreślenie tak wielu nie zawsze harmonijnych aspektów ludzkiej natury. Zarówno psychologicznie jak i intelektualnie to obraz do namysłu, do przeżucia, do domyślenia – i to lubię! Najbardziej.

Jak najbardziej polecam.

Miłka Malzahn od lat zajmuje się rzemiosłem najtrudniejszym: słuchaniem świata. Poprzez studia filozoficzne, strony napisanych powieści i tysiące godzin spędzonych w radiowym studio - odnajduje to, czym warto się podzielić. Jej miejsce YouTube nie jest „kanałem z treściami” – to cyfrowe przedłużenie biurka, radiowego mikrofonu i polnych dróg Podlasia, po których wędruje w poszukiwaniu echa dawnych opowieści.