Widząca.

Owszem jestem zamaskowana, ale… widząca. Czy też zyskujesz na widzeniu i rozumieniu w tej formie bycia? 🙂 Ponieważ debaty, oraz inne dywagacje zajmują sporo czasu, skompresowałam to istotne wrażenie do kilku fraz. Każda fraza prowadzi mnie do mentalnej niezależności: nie zrozumiem, dopóki nie poczuję każdej widzialnej i niewidzialnej warstwy ;). Można mnie pytać o wszystko, odpowiem po zdjęciu maski.
PS. Merleau-Ponty uważał człowieka za bytującego w świecie, dialektycznie związanego ze światem, niedającego się rozumieć poza nim. Francuski filozof określał świat jako obszar doświadczeń, dzięki któremu Ja poznaje siebie. Sądzę zatem,ze nie mam lepszego momentu do poznawania siebie niż ten, gdy mamy zaklejone buzie, nie rozpraszamy się na czcze gadki, mamy zamknięte trasy podróżne, cztery ściany mniej albo bardziej wygodnego lokum i „zmęczenie materiału”. Pora na flow!

 

https://anchor.fm/milkamalzahn/episodes/Niema–ale-widzca-98-et82rp/a-a510qlh

 


#podcast #dziennikzmian #jasnowidzę #widząc #cuda

Ani słowa

Idę przez miasto niema
ale widząca;
tak widząca, że ograniczona paleta zimowych barw
wydaje mi się zaproszeniem na karnawał.
Bal maskowy – w każdym sklepie,
fiesta w stu trzydziestu dwóch odcieniach bieli!
Idę przez miasto – widząca,
przyszłość nie jest dla mnie zagadką,
ale o tym – ani słowa więcej;
bo słowa wracają do mnie z każdym oddechem i są zimne jak trup.
Idę szybko,
smuga słońca spływa mi po plecach.
Trochę się wstydzę, że to widzę.

Tymczasem,
idziesz przez miasto niemy,
ale czy widzący…?
I co jeśli nasze oczy się spotkają?
Czy mnie zobaczysz, tak naprawdę (ani słowa więcej).
Co poczujemy: ciepło i zrozumienie,
czy przejdzie mnie zimny dreszcz społecznego dystansu?

Idę przez miasto niema, ale widząca
– Co za intrygujące czasy, mój dobry człowieku…
I ani słowa więcej.

Gdy koniec życia pewnej ryby staje się początkiem…

To banalne, ale koniec zawsze staje się początkiem.

 

 

Strasznie to jest banalne, ale oto – koniec jest początkiem. Zawsze. Gapię się na rybę, która już skończyła żywot I jest krojona na dzwonka (tak się odmienia poprawnie. Chyba). Dzwonka są solone. Dzwonek to dzwonek. Wracam do ryby – koniec jej indywidualnej egzystencji właśnie przeobraża się w początek obiadu. Tak… a początek obiadu wiadomo, jak się skończy. Flaki i marcheweczka…. zęby I łazieneczka. Czy jakoś tak. Ścieżka żywieniowe jest taka sama dla nas wszystkich.

Gapię się na rybę i czuję jak ważny, wielemówiący jest ten widok. I żadna metafora nie ujmie tego lepiej, niż to, co teraz widzę.

A ty co  widzisz w tej chwili. Co to do Ciebie przemawia?

I czym jest koniec czym  początek?

I czym jest koniec czym początek?

I czym jest koniec  czym początek?

I czym jest koniec czym początek?

 

Trochę wiosny, jeden haust…

Trochę wiosny, jeden haust (przez maseczkę), ale na tyle odurzający, że wszystko się tym haustem cieszy. Całe stworzenie – cieszy się

I mijam ludzi, którzy się cieszą.

I pies się cieszy. Już tłumaczę – to szczekanie przedspacerowe, zanim otworzy się furtka na cały, ogromny świat. Ja też się cieszę.

Ale moja radość jest nie do wyrażenia jakoś tak…. Ani sobie nie szczeknę, ani nie zgram telefonem w kieszeni przeboju

No nie umiem tak się cieszyć.

Więc po prostu uwierz mi, że się cieszę światem, jest mi miło, że jesteś, jest mi fajnie, że nadchodzi noc I dzień, i noc, i inne, może mniej cykliczne zmiany.

 

A może – bardziej cykliczne, ale to wiedzą w zasadzie wielowiekowe smocze drzewa

Niektóre cykle nie są ludzkie. I nie wiem, czemu ludzie nie potrafią się z tym pogodzić, nie wspominając od radości z tego faktu. Niektóre cykle należą do innego czasu, innej mentalności innej biochemii, I my ludzie gdy dotykamy takiej cykliczności – wybieramy lęk przed nieznanym.

Zachłysnęłam się pierwszym westchnieniem wiosny i nie obchodzi mnie nic więcej. Zaczęłam mój osobisty cykl, którym tak się cieszę, tak cisze, że trudno to wyrazić

Może… zmacham ogonem?