Jak to jest z “czułością” odczuwaną wobec starych zdjęć.
Filozofia fotografii dostarcza najgłębszych, egzystencjalnych wyjaśnień dla “czułości”, która pojawia się nad syatych albumem.
PS. Róbcie sobie zdjęcia w święta! Warto.
Wracając do tematu: wspaniała dwójka teoretyków: Roland Barthes i Susan Sontag – zdefiniowała ramy, w których współczesna humanistyka rozumie relację między fotografią, a… śmiercią.
Grubo, wiem ;).

Studium i punctum – czyli gdzie nas kłuje
Roland Barthes, pisząc Światło obrazu po śmierci swojej matki, stworzył pojęcia, które do dziś najlepiej tłumaczą, co się z nami dzieje, gdy patrzymy w stare fotografie. Studium to ta część chłodna, ciekawska, kulturalnie wygładzona. To, co sprawia, że ktoś na Facebooku komentuje: „Ale piękne przedwojenne auta!” albo „O, to przecież bialostocki Ritz w 1935!”.
Studium lubi porządek – historię, architekturę, fasony. Pomaga nam zrozumieć świat tamtych ludzi, bez wzruszeń, raczej z dystansem badacza.
Ale punctum… to już inna historia. To moment, w którym zdjęcie przestaje być dokumentem, a staje się zaklęciem. Coś nas nagle „kłuje”: brudny palec dziecka, zbyt mocno zawiązany krawat, cień smutku w oczach panny młodej. To nic wielkiego, a jednak wszystko. Punctum otwiera drzwi między czasami. Sprawia, że obca twarz robi się bliska, a fotografia — żywa. To chwila, gdy przestajemy patrzeć na kogoś, a zaczynamy czuć z kimś.
Sontag i ta cała śmiertelność
Susan Sontag dodała do tej rozmowy twardą prawdę: każda fotografia to memento mori — dowód, że świat, który widzimy, już przeminął. Zdjęcie jest cienkim plastrem czasu, który kiedyś oddychał, śmiał się, a teraz jest tylko światłem na papierze.
Czasem, oglądając stare albumy, czuję, że rozmawiam z przeszłości. Ludzie-duchy są tacy spokojni, zatrzymani w momencie, a ja – ruchoma, obecna. Wiem o nich więcej, niż oni sami o sobie. Widzę śmiech z 1938 roku i już czuję ciężar nadchodzącej wojny. Ta asymetria wiedzy rodzi we mnie tę emocję, jakąs taką delikatną czułość. Chciałabym z nimi porozmawiać o tym, co będzie, ochronić, ale mogę tylko patrzeć. Więc patrzę czule, z miłością, na każdego.

Czas zatrzymany w spojrzeniu
I może właśnie dlatego wracam także do cudzych zdjęć. Dla miłości ;). I dlatego, że przypominają: ech,
życie to tylko błysk między „jeszcze” a „już nie”.
Patrzę na twarze sprzed stu lat i czuję, że oni też patrzą też na mnie — tak spokojnie, jak dawni znajomi ze snu.
Te młodsze fotografie, ale te z początków linii mojego życia działają tak samo.
Uświadamiam je sobie na nowo.
Poniekąd –
– własnie tym jest cykl podcastowy, w którym patrzę na “Kobiety z Kiedyś” – do-u-świadamianiem. Szukam zdjęć, ale wsłuchuję w to, co pomiędzy.
Wszystkie odcinki cyklu „Kobiety z Kiedyś”
Zatem czego szukasz w starych fotografiach?
Ślę serdeczności!
Miłka.


